„Nie ma dla mnie wystarczająco dużej filiżanki herbaty ani wystarczająco długiej książki” C.S. Lewis
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 marca 2019
WIELKA SAMOTNOŚĆ - Kristin Hannah
Na okładce czytamy: Ernt Allbright, były jeniec wojenny, wraca do domu po wojnie w Wietnamie całkowicie. Kiedy traci kolejną pracę, podejmuje impulsywną decyzję: przeniosą się całą rodziną na północ, na Alaskę, gdzie będą żyli bez prądu i wody – w ostatniej dzikiej części Ameryki. Dorastająca trzynastoletnia Leni, dziewczynka w trudnym wieku, uwikłana w burzliwy związek rodziców, ma nadzieję, że w nowej krainie czeka lepsza przyszłość dla rodziny. Jej matka, Cora, zrobi wszystko i pójdzie wszędzie dla mężczyzny, którego kocha, nawet jeśli oznacza to pójście w nieznane. Na początku Alaska wydaje się być odpowiedzią na ich modlitwy. W dzikim, odległym zakątku kraju odnajdują się wśród niezależnej społeczności Zmężczyzn i kobiet. Ale wraz z nadejściem zimy i ciemnościami obejmującymi Alaskę, kruchy stan psychiczny Ernta pogarsza się. Wkrótce niebezpieczeństwa na zewnątrz bledną w porównaniu z zagrożeniami wewnątrz. W ich małej chacie, pokrytej śniegiem, przez osiemnaście godzin nocy, Leni i jej matka poznają straszliwą prawdę: są sami. Na zewnątrz nie ma nikogo, kto by mógł ich uratować.
Moim zdaniem: Poruszająca. To powieść, od której nie sposób się oderwać. Cały czas się o niej myśli. A gdy czytasz ostatnią stronę żałujesz, że tak szybko się kończy.
Moja ocena: biegnij do biblioteki/księgarni:-) (6/6)
Kristin Hannah
Wielka samotność
Świat Książki
Warszawa 2018
s.507
sobota, 8 września 2018
STO DNI PO ŚLUBIE - Emily Giffin
Na okładce czytamy: Sto dni po ślubie Ellen spotyka Leo, swoją dawną wielką miłość. Ożywają uczucia ukryte głęboko w sercu. I budzą się wątpliwości – czy podjęła dobrą decyzję? Czy jej mąż Andy jest tym jedynym, z którym pragnie spędzić resztę życia? Czy małżeństwo z nim jest spełnieniem jej marzeń?
Moim zdaniem: Z tą powieścią wiązałam duże nadzieje. Myślałam, że stanie się jedną z moich ulubionych. Niestety trochę się rozczarowałam. Ciekawy pomysł, jednak czytając momentami się nudziłam. Może dlatego, że były fragmenty, które nic nie wnosiły do całej opowieści - mocno przegadane. Końcówka okazała się emocjonująca. Mocna czwórka.
Moja ocena: warto przeczytać - (4/6)
Emily Giffin
Sto dni po ślubie
Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2014
s. 376
wtorek, 21 sierpnia 2018
PIERWSZA PRZYCHODZI MIŁOŚĆ - Emily Giffin
Na okładce czytamy: Josie i Meredith to siostry. Josie jest bezdzietną singielką, Meredith ma męża i córkę – ale żadna z nich nie jest szczęśliwa. Josie robi to, co chce, a Meredith to, co należy – ale żadna z nich nie ma tego, o czym marzy. Kiedyś miały brata. „Miały”, dlatego wszystko jest teraz takie pokręcone.
Moim zdaniem: W przypadku tej autorki nie potrafię być obiektywna. Każda jej książka mi się podoba. Jedna mniej, inna bardziej. Lubię jej styl, sposób przedstawienia problemu. Za każdym razem historia przez nią opowiedziana mnie wciąga. Tym razem nie było inaczej.
Moja ocena: polecam (5/6)
Emily Giffin
Pierwsza przychodzi miłość
Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2016
s. 433
niedziela, 30 kwietnia 2017
MADEMOISELLE CHANEL - C.W. Gortner
Moim zdaniem: Kapitalna powieść o życiu Coco Chanel. Ciekawie opowiedziana historia, która wciąga od pierwszej strony. Książka dopracowana w każdym szczególe. Doskonale oddany klimat minionego czasu. Nawet jeśli chciałabym nie mam się do czego przyczepić. Już szukam powieści tego autora o innych wybitnych kobietach:-)
Moja ocena: biegnij do biblioteki:-) (6/6)
C.W. Gortner
Mademoiselle Chanel
Wydawnictwo Między Słowami
Warszawa 2015
s. 588
sobota, 22 listopada 2014
TYGRYSY W PORZE CZERWIENI - Liza Klaussmann
Na okładce czytamy: Ameryka, lata 50. XX wieku. Nick i jej kuzynka, Helena, spędziły
beztroskie dzieciństwo we wspaniałej rodzinnej posiadłości znanej jako
Tiger House. Teraz wynajmują wspólnie dom w Bostonie i snują plany na
przyszłość. Tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej wszystko zdaje
się być na wyciągnięcie ręki i obiecywać lepszy, szczęśliwy los.
Owdowiała w czasie wojny Helena wyjeżdża do Hollywood, gdzie ma wyjść
ponownie za mąż za atrakcyjnego młodego producenta filmowego, a Nick nie
może się już doczekać przenosin na Florydę do własnego męża, Hughesa,
który niedługo po ich ślubie zaciągnął się do marynarki wojennej. Wkrótce jednak złudzenia zaczynają pryskać. Mąż Heleny nie jest
mężczyzną, jakim się wcześniej wydawał: całą uwagę koncentruje na
urzeczywistnieniu swojego jedynego, mało realnego życiowego planu i
potrzebuje w tym celu pieniędzy Heleny. Hughes natomiast wrócił z wojny
chłodny i nieprzystępny, i Nick musi się pogodzić z obojętnością męża. Piętnaście lat później, Nick i Helena wraz z dziećmi wracają do Tiger
House. Podczas gdy obie matki starają się odzyskać dawne poczucie nowych
możliwości, ich nadzieje zakłóca ponure odkrycie dokonane przez dzieci –
zwłoki ofiary brutalnego zabójstwa. Nagłe wtargnięcie przemocy w
pozornie spokojną rzeczywistość Wyspy wydobywa z cienia prywatne
problemy wszystkich członków rodziny i sprawia, że kolejne ich sekrety
wychodzą na jaw. Bohaterowie zaczynają zbaczać z orbit wyznaczonych im
przez codzienność i nic w ich życiu już nigdy nie będzie takie samo…
Zachęcona
recenzją przeczytaną w miesięczniku „Zwierciadło” długo szukałam tej książki w
bibliotece. Spodziewałam się kryminału, a jest to bardzo dobra powieść obyczajowa,
gdzie zbrodnia jest tylko pretekstem do przyglądania się relacjom
międzyludzkim. Przedmieścia, amerykańska klasa średnia, wzajemne uprzejmości,
wydawałoby się idylla. Okazuje się, że jest to świat pełen sztuczności i udawania.
Każdy z bohaterów zakłada maskę pod którą skrywa prawdziwe uczucia – urazy i
żale gromadzone od lat. Najbardziej, w
książce, podobała mi się się forma. Powieść podzielona jest na sześć rozdziałów
– każdy z nich przedstawia inną postać. Morderstwo to tylko zdarzenie, które
każdy z bohaterów widzi inaczej. Opowiadając o nim przekazuje swoje emocje, odsłania słabości i sekrety. Autorce udało się wykreować postaci o
wyjątkowych osobowościach, każda z nich jest ciekawa i każda nosi jakąś
tajemnicę. Mnie najbardziej urzekł Ed, który prowadzi „badania naukowe”
obserwując ludzi. Niby nic, a jednak
jego zachowanie przez całą książkę niepokoi. Doskonale zilustrowana obyczajowość Stanów
Zjednoczonych po drugiej wojnie światowej. Czytając czuje się klimat Ameryki
lat 50. Dużą zaletą książki jest to, że cały czas trzyma w napięciu. Ostatnie
kartki czyta się jednym tchem. Autorka postawiła też na obrazowy język, dzięki
temu miałam wrażenie, że jestem razem z bohaterami w „Tiger House”. I na sam
koniec okładka mnie zachwyciła.
„Tygrysy
w porze czerwieni” to książka dla tych, co tak ja Ed, lubią obserwować ludzi i
ich zachowanie. Oceniam ją na 5.
Moja ocena: polecam (5/6)
Liza Klaussmann
Tygrysy w porze czerwieni
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2012
s. 447
Moja ocena: polecam (5/6)
Liza Klaussmann
Tygrysy w porze czerwieni
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2012
s. 447
czwartek, 25 września 2014
POD ZAWIANYM KACZOREM
Na okładce czytamy: Inspektor Richard Jury odwiedza w Stratfordzie dawnego kolegę i na jego prośbę szuka chłopca, który zniknął w tajemniczych okolicznościach. Tymczasem w mieście zostaje zamordowana uczestniczka amerykańskiej wycieczki. Wkrótce śmierć dosięga kolejną turystkę, a to oznacza, że Jury nieprędko wróci do Londynu.
To już czwarte spotkanie z inspektorem Jurym i jego pomocnikiem z wyższych sfer - Plantem. Tym razem policjant będzie prowadził śledztwo w mieście Szekspira - Stratfordzie. Do czytania zabrałam się z radością - kryminały Marthy Grimes bardzo lubię. Ma ciekawe pomysły, nietuzinkowych bohaterów i umie zbudować atmosferę starej Anglii, chociaż jest Amerykanką. Zaczyna się niewinnie od zniknięcia chłopca, a potem trup ściele się gęsto. Umiejętnie budowane napięcie, zaskakujące zwroty akcji - po prostu dobry kryminał. Jest tylko jedno ale. Mordercę owszem poznałam. Motywy jego działania i przebieg zbrodni już nie. Książka miała na końcu powtórzone początkowe rozdziały. Rozczarowana jestem okrutnie:-)Pewno do niej wrócę, gdy znajdę w bibliotece egzemplarz poprawnie wydrukowany. Kryminału nie oceniam, natomiast wydawnictwo W.A.B. ma u mnie ogromny minus. Zanim kupię wydaną przez nich książkę obejrzę ją dokładnie - bo nie chcę się złościć, a w kluczowym momencie zostać pozbawiona poznania zakończenia historii. I na sam koniec jeszcze jedna uwaga - ciotki Agathy było w powieści zdecydowanie za za mało.
O wcześniejszej części piszę tutaj
Moja ocena: bez oceny
Martha Grimes
Pod Zawianym Kaczorem
Wydawnictwo W.A.B
Warszawa 2013
s. 309
sobota, 8 marca 2014
DO SZALEŃSTWA
Na okładce czytamy: Chloe, w przeciwieństwie do sióstr, które wkrótce wychodzą za mąż, nie jest gotowa, by się ustatkować. Jej miłość do kłopotów - i kłopoty z miłością - przyciągają jednak uwagę bardzo surowego, seksownego szeryfa, który postanawia nieco poskromić jej dzikość.
I nagle Chloe nie może zrobić kroku, by się na niego nie natknąć. Osobowość i enigmatyczny uśmiech Sawyera sprawiają, że każda kobieta błaga, by zakuł ją w kajdanki. Po raz pierwszy w życiu, zamiast omijać prawo, Chloe pragnie mu się podporządkować. Czy buntowniczka zdoła żyć w zgodzie z zasadniczym szeryfem? Czy mimo barwnej przeszłości znajdzie w miasteczku Lucky Harbor trwałe uczucie i spokojną przystań, o której zawsze marzyła?
Miałam ochotę na lekturę lekką i niewymagającą myślenia - padło na „Do szaleństwa” Jill Shalvis, czyli typowy romans. A co o romansie można napisać? Intensywne, pełne namiętności uczucie wybucha między Chloe i Sawyerem. Wszystko kończy się happy endem, choć nie bez przeszkód. Bohaterowie jak w książkach tego typu, są piękni, młodzi i diametralnie różni. Chloe - spontaniczna, żyjąca chwilą, buntowniczka z wyboru. Sawyer - szeryf miasteczka Lucky Harbor, twardo stąpający po ziemi, niezwykle opanowany i stanowczy. Akcja - wszystko kręci się wokół miłości.
Niestety, tym razem książka nie przyniosłam mi odprężenia. Po kilku kartkach byłam już nią znużona. „Szczęściarę” czytałam z ciekawością, natomiast „Do szaleństwa” po pierwszym rozdziale stało się do bólu przewidywalne. Miałam wrażenie, że autorka zmieniła tylko bohaterów, a całą akcję skopiowała z wcześniejszych książek. Powieść tę polecam jedynie wielbicielom gatunku, inni mogą się przy niej śmiertelnie nudzić.
„Szczęściarę” recenzuję tu
Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)
Jill Shalvis
Do szaleństwa
Prószyński i S-ka
Warszawa 2013
s. 400
poniedziałek, 6 stycznia 2014
POCIĄG DO MIŁOŚCI
Na okładce czytamy: Jest to romantyczna, a zarazem trzymająca w napięciu barwna opowieść. Tuż przed Bożym Narodzeniem dziennikarz Tom Langdon wyrusza luksusowym ekspresem z Waszyngtonu do Los Angeles, gdzie czeka na niego Leila, z którą ma spędzić Wigilię. Korzystając z okoliczności Tom zbiera materiał do swojego nowego reportażu. W pociągu niepodziewanie spotka Eleonor, swoją dawną miłość - kobietę, która nadal nie jest mu obojętna. Nieoczekiwanie, w połowie drogi, do pociągu wsiada Leila, proponując Tomowi małżeństwo. A tymczasem szalejąca zamieć i wywołana nią lawina śnieżna unieruchamiają pociąg w górskiej pułapce...
Książka ukazała się w serii „Fabryka bestsellerów”. Dla mnie, to tylko chwyt reklamowy, bo powieść jest bardzo przeciętna. Pozornie wszystko jest na swoim miejscu, jednak książka ma wiele niedociągnięć. Pomysł - umieszczenie akcji w pociągu - ciekawy, dający spore możliwości. W tym wypadku cała historia okazała się banalna i przewidywalna. Bohaterowie mało wyraziści, po przeczytaniu ostatniej kartki już o nich nie pamiętamy. „Pociąg do miłości” to książka nierówna ma momenty bardzo dobre, ale także bardzo słabe. Niestety więcej jest tych drugich. Czy poczułam zdziwienie? Raz, ale nie przy zakończeniu. Natomiast właśnie zakończenie miało mocno zaskoczyć. Myślę, że autor chciał na siłę wprawić w zdumienie czytelnika i za długo myślał nad finałem. Przekombinował. Cały czas też zastanawiam się po co do tej opowieści autor wmieszał Marka Twaina. Wyszło nienaturalnie. Próżno też szukać w powieści atmosfery świątecznej, jej tam po prostu nie czuć.
Gdybym miała jeszcze raz wybrać książkę na święta, na nią z pewnością, bym się nie zdecydowała. Czytać? Moim zdaniem nie warto.
Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)
David Baldacci
Pociąg do miłości
Wydawnictwo Buchmann - Fabryka bestsellerów
Warszawa 2011
s. 256
niedziela, 5 stycznia 2014
BIAŁE TRUFLE
Na okładce czytamy: Ten, kto nie ma dobrego podejścia do kobiet, nie zostanie nigdy wielkim szefem kuchni. Kiedy Delphine pierwszy raz odwiedziła Escoffiera w jego kuchni, zrozumiała, co mają na myśli ludzie, którzy mówią, że jest prawdziwym artystą. Specjalnie dla niej oprószył jajka posiekanym masłem, dodał śmietanę, umieścił krem w kieszonkach z brioszek i położył je na porcelanowych talerzach. Jeden kęs. Jeden pocałunek. Przepadła. Tak jak zresztą i inne kobiety, które Escoffier uwodził jedzeniem. Białe trufle to zmysłowa opowieść o najznakomitszym kucharzu Francji, który gotował dla Ritza i w londyńskim Savoyu, przyjmował na swych kolacjach koronowane głowy i całą artystyczną śmietankę Paryża. To historia wielkich miłości i namiętności skąpanych w smakach i zapachach, której lekturę można porównać do delektowania się wykwintnym jedzeniem.
Trzy miasta - Paryż, Londyn, Monte Carlo. Trzy kobiety - Delphine, Rosa, Sarah. I jedna pasja - gotowanie. Tak krótko można podsumować życie Augusta Escoffiera. „Białe trufle” to nieprawdziwa opowieść o najprawdziwszym z kucharzy.
Powieść zapowiadała się świetnie. Długo na nią czekałam i... tylko częściowo sprostała moim oczekiwaniom. Plusy. Na pewno język - aromatyczny i zmysłowy. Dzięki niemu można przenieść się w świat pełen cudownych zapachów i smaków, poczuć miłość do jedzenia i pasję, która kierowała Escoffierem. Ciekawe spojrzenie na miłość. Historia Ecoffiera pokazuje, że trudno było go kochać, a jednak żona trwała przy nim, a on zawsze do niej wracał. Dopiero po jej śmierci przygotował danie, które nazwał jej imieniem. W powieści przemyconych jest wiele ciekawostek kulinarnych. Przepiękna okładka, która uwodzi. Po tę książkę chce się od razu sięgnąć. Minusy. Po pierwsze, powieść trudno mi się czytało. Wydarzenia nie są przedstawione chronologicznie. Panuje w niej straszy chaos. I to jest największy zarzut. Gubiłam się trochę. Nie umiałam poukładać historii w spójną całość. Po drugie, książka jest nierówna. Niektóre rozdziały czytało się z przyjemnością, inne mocno męczyły. Pod trzecie, nie znam francuskiego i przeszkadzało mi to, że nazwy potraw i menu zawsze były podane tylko w tym języku.
Niewątpliwie Auguste Escoffier to arcyciekawa postać. Nie tylko kucharz doskonały, ale również bohater i filantrop. Książkę warto przeczytać. Natomiast dla miłośników historii kulinarnej jest to lektura obowiązkowa.
Moja ocena: warto przeczytać - (4/6)
N.M. Kelby
Białe trufle
Znak Litera Nova
Kraków 2013
s. 332
sobota, 28 grudnia 2013
SZCZĘŚCIARA
Na okładce czytamy: Mallory Quinn ma już dość swego przewidywalnego życia. Jako pielęgniarka i oddana córka troszczy się o wszystkich, lecz nie o siebie. Jest ulubienicą całego miasteczka, które oczekuje, że znajdzie odpowiednią partię. A ona marzy, by podjąć ryzyko i zawrzeć znajomość z Panem Nieodpowiednim. Czy mogłaby znaleźć lepszego kandydata do tego miana niż Ty Garrison? Tajemniczy przystojniak daje jej jasno do zrozumienia, że w Lucky Harbor jest tylko przejazdem, co bardzo odpowiada Mallory. Jego smukłe, umięśnione ciało i seksowny uśmiech zapewnią jej mnóstwo wspomnień, gdy już wyjedzie… Po raz pierwszy w życiu Ty nie chce wyjeżdżać. Udzielanie porad uroczej początkującej uwodzicielce, która próbuje odnaleźć dziką stronę swej natury, budzi w nim nieznane pragnienia. Przelotna przygoda Mallory i Ty’a przeradza się w coś więcej. Czy zdołają odnaleźć szczęście w miłości? W miasteczku o nazwie Lucky Harbor wszystko jest możliwe.
Po przeczytaniu opisu na okładce myślałam, że będzie to książka podobna do „Dziennika Bridget Jones”. Jest to jednak typowy romans. Z początku trochę ta powieść mnie nudziła, jednak potem przywykłam. Tak jak na romans przystało jest tu nieziemsko przystojny mężczyzna, choć z przeszłością - Ty Garrison i dobra aż do bólu, pragnąca odmiany, szara myszka - Mallory Quinn. Cała fabuła koncentruje się na chemii, która wybucha między nimi. Mamy więc tu i namiętność, i pikantne momenty. Pojawiają się też przeszkody, aby na sam koniec przeżyć widowiskowy happy end. Tak więc nie ma zaskoczenia, całą historię można przewidzieć, a zakończenia można się domyślić. Każdy rozdział rozpoczyna myśl dotycząca czekolady i miłości. Niektóre bardzo trafione. Ten pomysł bardzo mi się podoba. Na samym końcu książki jest przepis na ciasto bardzo czekoladowe, którym zajadają się bohaterowie.
Powieść jest łatwa, lekka i przyjemna, taka na odstresowanie. Dobrze się ją czyta po trudnych lekturach, bo przy niej nie trzeba myśleć. Jednak jeśli ktoś nie lubi romansów będzie się męczył. Jeśli będę miała okazję to sięgnę po kolejne książki tej autorki.
Moja ocena: można przeczytać, gdy nie ma co czytać (3/6)
Jill Shalvis
Szczęściara
Prószyński i S-ka
Warszawa 2013
s. 416
środa, 30 października 2013
COŚ POŻYCZONEGO
Na okładce czytamy: Przyjaźń, miłość, zdrada. Po przyjęciu z okazji swoich trzydziestych urodzin Rachel budzi się u boku narzeczonego najlepszej przyjaciółki Darcy. Chce o tym jak najszybciej zapomnieć ale... zakochuje się. Co wybierze Rachel: miłość czy przyjaźń?
Fantastyczna, rewelacyjna, jedna z moich ulubionych... Rzadko wracam do książek już przeczytanych. Jednak ta jest wyjątkiem i nadal jestem nią zachwycona. Nigdy mi się nie znudzi. Czytałam ją z takimi samymi emocjami jak za pierwszym razem. Tak samo mocno kibicowałam Rachel. Książka wzrusza, bawi, pozwala wierzyć, że marzenia się spełniają, ale również skłania do przemyśleń. Lojalność czy miłość? Rywalizacja czy przyjaźń? Życie zgodnie z zasadami czy droga pod prąd? Nic nie jest czarne lub białe jak nam się wydaje. Dopiero gdy sami staniemy przed niełatwą decyzją, dostrzegamy inne barwy. O tym przekonuje się Rachel. Jak postąpi? Nie napiszę, bo tę książkę trzeba koniecznie przeczytać.
„Coś pożyczonego” to nie tylko ciekawa historia, ale przede wszystkim książka o trudnych wyborach i toksycznej przyjaźni. Ktoś powie babskie czytadło, owszem, ale na bardzo wysokim poziomie. Dla mnie bomba:-)
Moja ocena: biegnij do biblioteki:-) (6/6)
Emily Giffin
Coś pożyczonego
Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2009
s. 398
niedziela, 27 października 2013
POD ANODYNOWYM NASZYJNIKIEM
Na okładce czytamy: W pewien sobotni poranek zamiast na polowanie Richard Jury, inspektor Scotland Yardu, musi wybrać się do Littlebourne - małej wioski nieopodal Londynu - gdzie w lesie odkryto okaleczone zwłoki młodej kobiety. Ofiary nikt wcześniej nie widział w okolicy. Miejscowa policja bada szczegóły zbrodni, a Jury poznaje dziwacznych przedstawicieli małej społeczności. Niebawem okaże się, że morderstwo ma związek z brutalnym napadem w londyńskim metrze na skrzypaczkę, która pochodzi z Littlebourne.
Uwielbiam kryminały Marthy Grimes za wszystko. Autorka ma lekkie pióro, barwny styl, specyficzne poczucie humoru i talent do kreowania arcyciekawych i różnorodnych postaci. Kocham Melrose'a Planta - hrabiego Caverness - za jego klasę, inteligencję i dobre maniery, wścibską ciotkę Agathę za jej skłonność do objadania się ciasteczkami i wiecznie zakatarzonego sierżanta Wigginsa. Każda książka to perełka. Trzecia część przygód Richarda Jure'go czaruje niepowtarzalnym klimatem leniwej angielskiej prowincji. Littlebourne - cudnie opisane miasteczko z jego sielską atmosferą, którą nagle zakłóca morderstwo. Zagadka kryminalna jest ciekawa, wciągająca i dobrze skonstruowana. Najbardziej lubię, tak jak tutaj, gdy ofiara jest nieznana. Niestety nie udało mi się prawidłowo wytypować mordercy, a rozwiązanie mnie zaskoczyło. Nie mogło się obyć bez galerii ekscentrycznych postaci. Do grona moich ulubionych bohaterów dołączyła wszędobylska 10-letnia Emily Luise Perk. Jej rozmowy z Plantem to mistrzostwo świata. Bawią do łez. Jedyne czego mi brakowało w tej książce to ciotki Agathy. Było jej zdecydowanie za mało.
Ten kryminał trzeba koniecznie przeczytać.
Moja ocena: polecam! - (5,5/6)
Martha Grimes
Pod Anodynowym Naszyjnikiem
Wydawnictwo W.A.B
Warszawa 2012
s. 341
Etykiety:
kryminał,
książka własna,
książki,
literatura amerykańska,
Littlebourne,
Martha Grimes,
Melrose Plant,
na piątkę,
Richard Jury,
Wydawnictwo W.A.B.
sobota, 10 sierpnia 2013
A JAK ALIBI
Na okładce czytamy: Nikki Fife wychodzi z więzienia po odbyciu kary za zamordowanie niewiernego męża. Laurence Fife, wzięty prawnik specjalizujący się w rozwodach, był znany z łóżkowych podbojów, którymi narażał się zdradzanej żonie, zmienianym jak rękawiczki kochankom i ich oszukiwanym żonom. Nikki , niewinnie osądzona, zatrudnia niezależną, młodą i skuteczną detektyw Kinsey Millhone, zlecając jej odszukanie prawdziwego mordercy męża. W trakcie śledztwa Kinsey trafia na kilka nowych, tajemniczych wątków, wplątuje się w płomiennych romans ze wspólnikiem zamordowanego i uruchamia lawinę zdarzeń, która pochłania kolejne ofiary, próbując pogrzebać prawdę i dociekliwą panią detektyw.
Trzy trupy, podróże po Kalifornii, i romans ze wspólnikiem zamordowanego. Ot i cała akcja - kolejny przeciętny kryminał. Początek książki bardzo mnie zainteresował, niestety z każdą kolejną kartką było niestety gorzej. Miałam wrażenie, że czytam raport z zakończonego śledztwa. Zupełnie zaskoczyło mnie to, że pewnego dnia główna bohaterka wstaje i wie kto zabił. Żadnego dochodzenia, tylko szybkie zbieranie materiałów. Taki pomysł na kryminał średnio mi odpowiada. Jak dla mnie mało wyszukane rozwiązanie zagadki. Książka nie wbija w fotel i nie podnosi ciśnienia. Praktycznie nie trzyma w napięciu. O czytaniu jednym tchem nie ma nawet mowy. Kinsey Millhone zbyt chaotyczna, nie przypadła mi do gustu.
Kto szuka mocniejszych wrażeń, tutaj ich nie znajdzie. Jest to lekki kryminał, bardzo daleki od twórczości Agathy Christie czy Marthy Grimes. Być może sięgnę po kolejną część serii, ale nie będzie ona na liście książek wartych przeczytania.
Moja ocena: można przeczytać, gdy nie ma co czytać (3/6)
Sue Grafon
A jak alibi
Fabryka Kryminału
Seria - Alfabet zbrodni
Warszawa 2010
s. 319
Etykiety:
Alfabet zbrodni,
Fabryka Kryminału,
Kalifornia,
Kinsey Millhone,
kryminał,
książki,
literatura amerykańska,
na trójkę,
Sue Grafon,
z biblioteki
piątek, 3 maja 2013
KUCHNIA FRANCESKI
Na okładce czytamy: Poznaj Franceskę - energiczną, życzliwą matkę dorosłych dzieci, która marzy o tym, by być znowu komuś potrzebną. Pewnego dnia spotyka Lorettę - sympatyczną mamę dwójki dzieci. Żadna z nich nie przypuszcza, jak wiele niespodzianek może czekać tuż za zakrętem...
Opis niewiele mi mówił. Zabierając się za czytanie myślałam, że będzie to kolejna opowieść o miłości, Włoszech i dobrym jedzeniu. Jednak z trzech wymienionych wcześniej rzeczy zgadza się tylko ta ostatnia. Sporo tutaj jest o kuchni, bo Franceska uwielbia gotować. Na końcu książki są przepisy na włoskie potrawy. Cała historia dzieje się w Nowej Anglii w środku zimy. Tytułowa Franceska to starsza, ale bardzo aktywna osoba, która aby nie czuć się samotna, decyduje się zostać nianią. I tak poznaje Lorettę - zapracowaną mamę dwójki dzieci. Plusy. Teraz gdy wiele książek jest o ludziach młodych, pięknych i bogatych, fajne jest to, że nianią jest osoba starsza - ciepła i mądra życiowo. Z resztą postać głównej bohaterki naszkicowana jest wyraziście. Franceska to kobieta z charakterem, która mimo swojego wieku, nie boi się wprowadzać zmian w swoje spokojne życie. Przyjemnie obserwuje się przemianę obu kobiet i rodzącą się między nimi przyjaźń. Na uwagę zasługuje też klimat książki. Czuje się aromat pieczonych przez Franceskę ciast i gotowanych dań. Język poprawny, nie doszukałam się perełek:-) Włoskich zwrotów jest tyle, ile być powinno. Nie ma przesady. Minusy. Jedyną rzeczą, która mi przeszkadzała to kilka opisów jak z taniego romansu („Żadne z nich nie wiedziało, co teraz powiedzieć, ale oboje nie potrafili oderwać od siebie wzroku.”). Uwagi techniczne. Stylowa okładka, która przyciąga uwagę. W tej kuchni chciałoby się siedzieć godzinami, pić herbatę i jeść ciasteczka z czekoladą.
„Kuchnia Franceski” mimo prostej fabuły i przewidywalności ma swój urok. To ciepła, momentami dowcipna, czasem też wzruszająca opowieść o rodzącej się przyjaźni, rodzinie i kobietach, którym szczęśliwie udało się odmienić życie. Poprawia nastrój i pozwala z optymizmem patrzeć na świat.
Moja ocena: polecam! - (5/6)
Peter Pezzelli
Kuchnia Franceski
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2010
s. 376
sobota, 26 stycznia 2013
LALECZKA
Amanda Travis jest młodą prawniczką, której luksusowe życie na Florydzie upływa na pracy i przelotnych romansach. Niemal udało jej się zapomnieć o pozostawionej w Kanadzie matce, nieżyjącym ojcu, byłym mężu Benie i uczuciu, które niegdyś pochłaniało ją bez reszty. Do czasu, gdy jeden telefon obudził dawne koszmary. Amanda dowiaduje się, że matka zastrzeliła w hotelu nieznajomego mężczyznę. Ponieważ nie chce wyjawić motywu zbrodni, Ben prosi Amandę o pomoc. Jaką straszną tajemnicę ukrywa przed nią matka i dlaczego gotowa była spędzić resztę życia w więzieniu niż ją ujawnić?
„Laleczka” to psychologiczno-sensacyjna powieść. Mamy tu morderstwo, tajemnicę rodzinną, demony przeszłości i miłość. Jednak na pierwszy plan wysuwają się trudne relacje matki i córki, które nie potrafią się dogadać. Amanda to nowoczesna kobieta, bez żadnych zahamowań. Zimna uczuciowo i przedmiotowo traktująca inne osoby. Ma wielki żal do matki o brak miłości i nie potrafi zapomnieć o przeszłości. Czy w obliczu tragedii, uda im się dojść do porozumienia?
Joy Fielding świetnie naszkicowała portret głównej bohaterki. Mnie - fance kryminałów - przypadło też do gustu odwrócenie sytuacji - nie szukamy mordercy, lecz próbujemy odgadnąć motyw. Zakończenie książki jest zaskakujące, jednak mnie trochę rozczarowało, bo jest mało realne.
„Laleczka” to chwilami mroczna, ale wciągająca historia. Pokazuje, że nasza pamięć może kryć wiele i nie zawsze łatwo uporać się z przeszłością. Ani przez moment się nie nudziłam. Warto przeczytać.
Moja ocena: warto przeczytać - (4/6)
Joy Fielding
Laleczka
Świat Książki
Warszawa 2009
s. 375
wtorek, 25 grudnia 2012
CIEMNA STRONA KSIĘŻYCA
Reece Gilmore, jedyna ocalała z brutalnego napadu, rozpaczliwie próbuje uwolnić się od prześladujących ją koszmarów i ataków lęku. W poszukiwaniu spokoju osiada w małym miasteczku Angel Falls, gdzie staje się świadkiem zbrodni. Ale czy na pewno? Jej zdrowie psychiczne pozostawia wciąż wiele do życzenia, na morderstwo zaś nie ma żadnych dowodów.
W dojściu do prawdy pomaga jej Brody, pisarz, który nade wszystko ceni sobie samotność, a przynajmniej tak mu się wydaje... Sugestywny portret kobiety po przejściach, wplątanej w straszliwe wydarzenia i zaskoczonej przez uczucie, w które już nie wierzyła.
„Ciemna strona księżyca” to moje pierwsze spotkanie z Norą Roberts. Dość ciekawe połączenie kryminału z romansem, w scenerii cudnie opisanych Tetonów, ze smaczną kuchnią w tle. Wyraziście zarysowane postaci - zwłaszcza silnych kobiet (polubiłam Joanie), dobrze oddany klimat małych amerykańskich miasteczek. Jest i dawka napięcia, i morderstwo. Na rozwiązanie zagadki trzeba jednak poczekać do ostatnich stron. A ono zaskakuje... Jedyne do czego mogłabym się przyczepić i co mnie razi, to zbyt rozbudowany wątek romansowy - opisy niczym z „Mody na sukces”.
Książkę wciąga i dobrze się ją czyta. Umilacz czasu - odstresuje i poprawi nastrój.
Moja ocena: warto przeczytać - (4,5/6)
Nora Roberts
Ciemna strona księżyca
Świat Książki
Warszawa 2008
s. 510
niedziela, 18 listopada 2012
MARCOWE FIOŁKI
Dziesięć lat temu Emily miała wszystko. Dziś jej kariera leży w gruzach, a ukochany mąż zabiera z ich mieszkania ostatni karton i odchodzi do innej kobiety. Załamana Emily wyjeżdża na wyspę, na której jako dziecko spędzała beztroskie wakacje. Tu będzie mogła odpocząć, wyleczyć rany.
Ale wymarzony spokój nie trwa długo. Kim jest Jack, tajemniczy artysta, od którego ciotka każe jej się trzymać z daleka? I czemu historia z odnalezionego pamiętnika tak bardzo przypomina Emily jej własne życie?
„Marcowe fiołki” zostały uznane za najlepszą książkę 2011 roku według „Library's Journal”. Jest to udane połączenie historii miłosnej i tajemnicy z przeszłości. Opowieść pełna niespodzianek. Książka wciąga, chociaż zaczyna się niezbyt oryginalnie. Jednak z każdą kolejną stroną fajniej się ją czyta. Na rozwiązanie zagadki pamiętnika czeka się prawie do ostatniej strony i jest ono zaskakujące. Natomiast tego, jak ułożą się losy Emily, można się domyślić.
Opowieść dzieje się na wyspie Bainbridge. Miejsce to zostało w książce w urzekający sposób opisane. Miałam ochotę się tam, chociaż na chwilę, przenieść. Sprawdziłam i okazuje się , że wyspa nie jest fikcją - leży niedaleko Seattle. I jak widać na zdjęciu musi być tam naprawdę uroczo:-)
![]() |
Sarah Jio
Marcowe fiołki
Znak
Kraków 2012
s. 298
Subskrybuj:
Posty (Atom)















