Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2/6. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 października 2018

DO TRZECH RAZY ŚMIERĆ - Alek Rogoziński


Na okładce czytamy: Autorka powieści kryminalnych, Róża Krull, otrzymuje zaproszenie na zjazd pisarzy, odbywający się we dworku pod Krakowem. Już pierwszego dnia jej koleżanka po piórze zostaje otruta. Wszystko wskazuje na to, że morderca, który zostawił na miejscu zbrodni czarną różę, wciela w życie fabułę jednej z powieści Krull. A inni zaproszeni pisarze wcale nie są tak niewinni, jak się wydaje... 
Pisarka rozpoczyna prywatne śledztwo. Pomagają jej w tym zakochany w gotowaniu specjalista od public relations, zafascynowany kryminałami boy hotelowy oraz trzy szalone blogerki. Czy detektywi-amatorzy okażą się skuteczniejsi od policji?

Moim zdaniem: Strasznie się przy tej książce zmęczyłam. Nie dość, że bardzo słaby kryminał, to  w dodatku żenująco śmieszna. Szkoda czasu.

Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

Alek Rogoziński
Do trzech razy śmierć
Wydawnictwo Filia
Poznań 2017
s. 324

niedziela, 12 lutego 2017

OSIEDLE MARZEŃ - Wojciech Chmielarz


Na okładce czytamy: Jedno z eleganckich zamkniętych osiedli w Warszawie, mały raj na ziemi, o jakim marzy co drugi Polak, budzi się ze snu. Ten dzień sprawi, że nic już nie będzie takie samo. Śmierć studentki, której zwłoki nad ranem znajduje ochroniarz, da początek serii zaskakujących wydarzeń. Życie mieszkańców przybierze dramatyczny obrót, a raj zmieni się w piekło. W tym miejscu, jak w Polsce w miniaturze, spotkają się polityka i mafia, seks i narkotyki, ambicje i aspiracje, tajemnice i marzenia, które czasem bywają zabójcze. Komisarz Jakub Mortka wraca, by rozwikłać kolejną zagadkę. U jego boku stanie aspirantka Suchocka, która sama ma w zanadrzu kilka tajemnic…

Moim zdaniem: Mimo dobrych recenzji ten kryminał mnie nie zachwycił.  Bardzo przeciętny, chociaż napisany lekkim, ładnym językiem. Z pewnością przemyślany jednak do mnie nie przemówił. Książkę czytałam z przerwami, bo momentami mnie nudziła. Historia mnie nie wciągnęła (jedyne ciekawe momenty to te związane ze śledztwami Dariusza Kochana), rozwiązanie nie zaskoczyło i nawet  komisarz Mortka nie oczarował.  Nie wiem czy sięgnę po inne  książki tego autora - być może dam mu jeszcze jedną szansę. 

Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2,5/6)

Wojciech Chmielarz
Osiedle marzeń
Wydawnictwo Czarne
Wydawnictwo Replika
Wołowiec 2016
s. 368

niedziela, 29 stycznia 2017

CYNAMONOWE DZIEWCZYNY - Hanna Greń



Na okładce czytamy: W Bielsku-Białej w dziwnych okolicznościach ginie policjant, który zajmował się sprawą morderstwa młodej dziewczyny. Ktoś chciał zostawić obok niego tajemniczą wiadomość - różę bez kolców, która tym razem omyłkowo trafia w inne miejsce. Morderca jest bardzo pewny siebie i czuje się bezkarny – mimo że policja odnajduje kolejne ciała jego ofiar. Młode dziewczyny o podobnym wyglądzie są bezlitośnie kaleczone i wykorzystywane, a ich napastnik coraz częściej wyrusza na kolejne polowania. Dwóch młodych policjantów łączy siły by schwytać psychopatę, zanim ten skrzywdzi następną dziewczynę.

Moim zdaniem: Kolejna pisarka, która na miejsce akcji  wybiera Bielsko. Mam mieszane uczucia co do  tej książki. Jedno zdanie jakie przychodzi mi na myśl to mierna, ale nie potrafiłam się od niej oderwać. Przeczytałam w jeden dzień. Co mnie najbardziej drażniło - język. To zupełnie nie mój styl - zdania wielokrotnie, dziwacznie złożone. A do tego infantylne.  Męczyło mnie to strasznie. Mam wrażenie, że ta książka jest przegadana - za długie opisy relacji łączących głównych bohaterów. Do tego wszystko jest przerysowane i wydaje się przez to małoprawdopodobne - drastycznie opisane zbrodnie, miłość jak z harlequina. Nie wiem czy książka miała emanować seksem, być z odrobiną pieprzu.  Dla mnie jednak wyszło to koślawo i seksistowsko.  Historia byłaby ciekawa, ale miałam wrażenie, że nie jest do końca przemyślana i dopracowana, bo panuje w niej chaos. Momentami zaskakuje, ale samo zakończenie nie wbija w fotel. Bohaterów da się lubić i oni są dobrą stroną powieści. Do tego intrygujący tytuł  i ładna okładka. Czy polecam? Dla mnie to połączenie Greya z książkami Katarzyny Michalak, jeśli ktoś lubi taką literaturę, to z pewnością będzie mu się podobało.

Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

Hanna Greń
Cynamonowe dziewczyny
Cykl wiślański (tom 2)
Wydawnictwo Replika
Zakrzewo 2016
s. 336

niedziela, 3 stycznia 2016

PASKUDNA HISTORIA - Bernard Minier


Na okładce czytamy: Na jednej z wysp archipelagu San Juan, gdzie przez większą część roku pada deszcz, i gdzie trudno coś ukryć, bo wszyscy się znają, dochodzi do makabrycznego morderstwa. W pewien ponury, sztormowy wieczór na ustronnej plaży znalezione zostają zwłoki szesnastolatki, zamordowanej w bestialski sposób. Kto i dlaczego zgotował tej dziewczynie taki los? Rusza policyjne śledztwo…

Czwarta książka Bernarda Miniera - tym razem opuszczamy Francję, zostawiamy komendanta Martina Servaza - przenosimy się  do USA na jedną z wysp archipelagu San Juan. Tam zostaje zamordowana nastolatka. Czy jest to paskudna historia? Oj rozczarowałam się czytając nową powieść Miniera. Po  dwóch pierwszych książkach należał do moich ulubionych autorów. Trzecia była dla mnie troszkę gorsza – ale pomyślałam, że to wypadek przy pracy. Natomiast „Paskudna historia” to moim zdanie najsłabsza z książek pisarza. Dobrze się zaczynało. Pierwsze 100 stron przeczytałam w jeden wieczór i cieszyłam się, że Minier wrócił do wysokiej formy.  Nie mogłam się doczekać co będzie dalej. Bo zapowiadało się genialnie. Rasowy kryminał.  Ale im dalej, tym było coraz gorzej. Męczyłam się okropnie.  Myślałam, że może sam koniec będzie tak nieoczekiwany, tak mocno zaskakujący, że stwierdzę, że warto było jednak dobrnąć do ostatniej strony. Niestety zakończenie przekombinowane i dla mnie mało autentyczne. Namnożenie wątków sprawiło, że zgubiłam gdzieś przyjemność czytania.  Musiałam bardzo się skupić. Na plus w najnowszej książce Miniera jest atmosfera. Doskonale oddaje klimat amerykańskiej prowincji.
„Paskudna historia” mnie nie zachwyciła, choć spotkałam się ze zdaniem, że to najlepsza z książek Miniera.  Po jej lekturze zastanawiam się czy sięgnę jeszcze po książki francuskiego pisarza.

„Bielszy odcień śmierci” recenzja
„Krąg” recenzja



Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

Bernard Minier
Paskudna historia
Dom Wydawniczy Rebis
Poznań 2015
s. 432

środa, 21 stycznia 2015

CIEMNIEJSZA STRONA GREYA - E L James


Na okładce czytamy: Młodziutką studentkę Anę Steele i charyzmatycznego miliardera Christiana Greya połączył niecodzienny układ, który z czasem przerodził się w coś znacznie głębszego. Jednak demony Greya zwyciężyły, Ana zerwała uzależniający związek i zajęła się karierą. Rozstanie okazuje się bolesne. Ogarnięci obsesyjną tęsknotą kochankowie nie potrafią bez siebie żyć. Kiedy więc Christian proponuje Anie zupełnie nowy układ, dziewczyna nie potrafi mu odmówić. Wkrótce zaczynają uczyć się siebie nawzajem. Christian walczy z wieczną potrzebą kontroli i stopniowo oswaja drzemiące w nim demony. Ana uczy się życia w luksusie i bronienia własnej niezależności. Kiedy wydaje się, że świat miłości, pasji i nieskończonych możliwości stoi przed nimi otworem, ciemne chmury gromadzą się nad luksusowym wieżowcem, w którym mieszkają… Drugi tom wyczekiwanego bestsellera wszech czasów.

Druga część  historii Christiana Greya i  Anastasii Steele  nie jest ani lepsza, ani gorsza od „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Kogo wciągnęła pierwsza książka, ten przeczyta i drugą.  Bo powieść tak samo jak pierwszy tom przyciąga uwagę, nie można się od niej oderwać, każdą wolną chwilę wykorzystuje się na jej czytanie.  Natomiast reszta pozostawia wiele do życzenia.  Bohaterowie tacy sami. Ana nadal głupiutka, z umysłem dojrzewającego dziewczęcia, Grey nadal kreowany na księcia z bajki i boga seksu. W tej części poznajemy jego tajemnicę.  Dla uważnego czytelnika nie będzie ona zaskoczeniem. Jest mało wyszukana.  Fabuła moim zdaniem dużo gorsza  - przewidywalna, bez polotu i finezji. Tylko czego ja oczekiwałam? Autorka, tak jak w pierwszej części, serwuje nam proste, żeby nie napisać siermiężne rozwiązania.  Pomysł wprowadzenia do sielankowego życia głównych bohaterów,  byłej uległej Christiana i nowego szefa Anastasii - żałosny. I tak przecież wiemy jak to wszystko się skończy. Autorka niestety nie ma talentu pisarskiego, a tym bardziej wyobraźni. Wszystkie pomysły już gdzieś były, a seks... po pewnym czasie masz już dość jęczącego, prawie na każdej stronie, Christiana i wijącej się z rozkoszy Any.  Język nadal skandaliczny, wewnętrzna bogini króluje. Okładki trzech części  utrzymane w jednej stylistyce – ta najbardziej mi się podoba. Na okładce można przeczytać takie hasło reklamowe „kilka deko lukru, szczypta pieprzu, kilka kropel perwersji i garść pikanterii” tylko, że ten opis odbiega od rzeczywistości. Owszem  są tony lukru i niewielka szczypta białego pieprzu. A reszta gdzieś się zgubiła. 
Po drugim tomie nie wiem czy mam ochotę na kolejną dawkę twórczości E L James.  Spodziewam się kolejnej  odgrzewanej historii. Autorka raczej już niczym nie zaskoczy. „Nowe oblicze Greya” leży jak na razie na półce...

O „Pięćdziesięciu twarzach Greya” piszę tu


Moja ocena: oceniam tylko wartość treściową czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

E.L. James
Ciemniejsza strona Greya
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2012
s. 626


sobota, 29 listopada 2014

PIĘĆDZIESIĄT TWARZY GREYA - E. L. James


Na okładce czytamy: Młoda, niewinna studentka literatury Anastasia Steele jedzie w zastępstwie koleżanki przeprowadzić wywiad dla gazety studenckiej z rekinem biznesu, przystojnym i zamożnym Christianem Greyem. Mężczyzna od pierwszych sekund spotkania fascynuje ją i onieśmiela. W powietrzu wisi coś elektryzującego, czego dziewczyna nie potrafi nazwać, a może tylko się jej wydaje? Z prawdziwą ulgą kończy rozmowę i postanawia zapomnieć o intrygującym przystojniaku.
Planu nie udaje jej się zrealizować, bo Christian Grey zjawia się nazajutrz w sklepie, w którym Anastasia dorywczo pracuje. Przypadek? I do tego proponuje kolejne spotkanie.
W tym miejscu kończy się „disneyowskie” love story, choć młodziutka, niedoświadczona dziewczyna nie wie jeszcze, że Christian opętany jest potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych, dość niezwykłych warunkach… Czy dziewczyna podpisze tajemniczą umowę, której warunki napawają ją strachem i fascynacją? Jaki sekret skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?

Pierwsza myśl jaka nasunęła mi się po przeczytaniu „Pięćdziesięciu twarzy Greya” to wiele hałasu o nic.  Ani nie jestem zszokowana, ani zniesmaczona – romans jak każdy inny tylko, że z większą ilością seksu i „czerwonym pokojem bólu”.  Zastanawiam się co ta książka w sobie ma, bo  bije rekordy popularności. Określiłabym to słowem magnetyzm, bo nie można się od niej oderwać - czyta się ją wszędzie - na przystanku i w wannie - w każdej wolnej chwili. Najnormalniej wbija w fotel. Tyle byłoby o plusach.  Historia banalna – dwoje ludzi z dwóch różnych światów, przyciągają się na zasadzie przeciwieństw – on milioner, ona studentka, on lubiący perwersyjny seks, ona niedoświadczona. Typowy harlequin tylko, że z pieprzem. Pomysł więc autorka miała żaden. Idziemy dalej bohaterowie – on – młody,  bajecznie bogaty, szarmancki, opiekuńczy, wykształcony –  książę z bajki. Ona – głupiutka, naiwna, dziecinna, nieznająca własnej wartości – bohaterka koszmar. Greya można jeszcze tolerować.  Anastasii niestety nie – irytuje na każdej stronie, wielbicielka Tomasza Hardy’ego, a  dojrzalsze od niej  jest dziecko w przedszkolu,  na dźwięk słowa seks a to się rumieni, a to na pomoc wzywa św. Barnabę, do krwi ma zgryzioną dolną wargę, bo to wabik na Greya, nie wspominając już o dialogach naprzemiennie z wewnętrzną boginią albo podświadomością.  Na pierwszej stronie książki miałam ochotę już ją zabić.  Na bohaterów też autorka nie miała pomysłu są sztampowi, identyczni jak w innych romansach. „Pięćdziesiąt twarzy Greya” to słaba powieść, najgorsze jest jednak to, że tłumaczenie jest żenujące.  Nie wiem czy śmiać się czy płakać.  Dialogi głównej bohaterki z  podświadomością i wewnętrzną boginią  tragiczne. Gdy przeczytałam, że wewnętrzna bogini jęczy a to podrzuca pomponikami  śmiałam się dobrych kilkanaście minut.   Jednak najzabawniejsze było to, że Ana w chwilach uniesienia wzywa  św. Barnabę. Skąd tego świętego wzięła tłumaczka nie mam pojęcia.  W tym wypadku wolałabym czytać „Pięćdziesiąt twarzy Greya” w oryginale. Gdybym ja decydowała, to w tej formie nigdy nie puściłabym książki do druku.  Pominę drobne literówki i średnią okładkę.
Nie wiem co ta książka w sobie ma i nie rozumiem jej fenomenu i mimo, że jest ona słaba już połykam drugą część. Pod względem treściowym jest na naprawdę niskim poziomie, jednak nie potrafię się od niej oderwać. To tak jak z jedzeniem czekolady, chociaż wiem, że mi szkodzi zawsze zjadam do ostatniej kostki:-)
Myślę, że można tę powieść przeczytać, żeby wyrobić sobie swoją opinię.

Moja ocena: oceniam tylko wartość treściową czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

E.L. James
Pięćdziesiąt twarzy Greya
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2012
s. 606

sobota, 8 listopada 2014

TAJEMNICE RUTHERFORD PARK - Elizabeth Cooke




 Na  okładce czytamy: Lady Octavia Cavendish żyje jak w złotej klatce. Fortuna, którą wniosła w posagu, pozwoliła jej mężowi, Williamowi, odnowić oblicze majątku, on sam czuje się jednak uwiązany przez zobowiązania i tytuł szlachecki. Od syna Cavendishów, Harry’ego, oczekuje się, że pójdzie w ślady ojca, ale chłopak żyje swoimi marzeniami: chce zostać pilotem. Tymczasem w pomieszczeniach dla służby pokojówka Emily skrywa tajemnicę, która może okryć ród Cavendishów hańbą.
W wigilię Bożego Narodzenia 1913 roku Octavia przyłapuje męża w niedwuznacznej sytuacji z jego okrytą sławą skandalistki piękną kuzynką. Chwilę później Emily wymyka się z domu, by wyjawić światu swój sekret. Na horyzoncie zbierają się czarne chmury, nadciąga wojna, a w Rutherford Park pulsują skrajne emocje… 


Opis na okładce zachęcający,  więc z ciekawością zabrałam się za czytanie i już po kilku kartkach utknęłam. Z początku jeszcze czekałam, że będzie jakieś trzęsienie ziemi, ale z każdą kolejną stroną traciłam nadzieję. Powieść przeczytałam bardziej z obowiązku niż dla przyjemności. To powieść przewidywalna - a taką najgorzej mi się czyta.  Historia opisana nie zaskakuje i nie wciąga, czasami wręcz nudzi. Wzloty, upadki, dramaty i radości jakich wiele, podane na przykładzie angielskiej rodziny i osadzone w latach I wojny światowej. Temat odgrzany, podany w mdłej oprawie. Bohaterowie przeciętni, nie zapadają w pamięć. W książkach historycznych zawsze szukam dbałości o szczegóły i atmosfery opisanej epoki, niestety w „ Tajemnicach Rutherford Park” nie udało mi się tego znaleźć. W tej  powieści nie tylko nie pulsują emocje, nie ma ich wcale. Jest tylko chłodne przedstawienie faktów. „Tajemnice  Rutherford  Park” to książka jedynie dla wielbicieli gatunku.  Plus za okładkę - bardzo mi się podoba. 

Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

Elizabeth Cooke
Tajemnice Rutherford Park
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2014

s. 366



niedziela, 19 października 2014

HOTEL „BERTRAM”




Na okładce czytamy:  Hotel Bertram, szykowny, staroświecki, z nienaganną obsługą - jakby żywcem przeniesiony z czasów młodości panny Jane Marple. Idealny dla kapłanów przyjeżdżających na spotkanie z biskupem, emerytowanych wojskowych, młodych panienek odwiedzających Londyn pod opieką cioci i starszych szacownych matron. Jednak ten obraz okazuje się zwodniczy. Nawet panna Marple nie jest w stanie przewidzieć nieoczekiwanego ciągu zdarzeń zapoczątkowanych spóźnieniem się na pociąg ekscentrycznego duchownego.

Zachęcona przez Tomasza Makowskiego - dyrektora Biblioteki Narodowej (wywiad opublikowany  w lipcowych Wysokich Obcasach Extra) - który ten kryminał umieścił na drugim miejscu w rankingu „Od czego zacząć czytać?” sięgnęłam po niego i ogromnie się rozczarowałam. Moim zdaniem to najsłabsza powieść  Agathy Christie jaką czytałam. I absolutnie nie polecam jej osobom, które chcą zacząć czytać. Autorka znana jest z nieprzewidywalnych pomysłów i zdumiewających rozwiązań. A tym razem  pomysł zaledwie przeciętny. Przewidywalna fabuła, rozwiązania zagadki można się domyślić. Wprowadzenie sobowtórów postaci nie zaskakuje. Książka nierówna. Akcja ciągnie się ospale, momentami wieje nudą. Kryminał dla wytrwałych, bo na  trupa trzeba czekać dość długo. Gdy już dojdzie do morderstwa - finał jest bardzo szybki, a rozwiązanie zagadki podane na tacy. Niestety czytelnik nie ma czasu na prowadzenie własnego śledztwa i snucie domysłów, nie mówiąc już o niepewności, którą czasami czuje się  aż do ostatniej strony książki.  W powieści  można się pogubić gdy nie czyta się jej uważnie. Autorka wprowadziła sporo postaci i bombarduje czytelnika masą szczegółów. Choć sama książka nie jest długa. Czułam przesyt.
Kto zamierza czytać książkę dla Jane Marple, też poczuje się zawiedziony, bo  panny Marple jest w niej niewiele. Jedyny plus jaki znalazłam to zabawnie  nakreślona postać zapominalskiego  kanonika Pennyfathera. A i babeczki maślane - specjalność hotelu „Bertram”, które z przyjemnością bym zjadła.
Wahałam się przy ocenie „Hotelu Bertram”. Moim zdanie powieść zasługuje tylko na mocne dwa.


Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

Agatha Christie
Hotel „Bertram”
Wydawnictwo Dolnośląskie
Wrocław 1996

s. 243



sobota, 8 marca 2014

DO SZALEŃSTWA



Na okładce czytamy: Chloe, w przeciwieństwie do sióstr, które wkrótce wychodzą za mąż, nie jest gotowa, by się ustatkować. Jej miłość do kłopotów - i kłopoty z miłością - przyciągają jednak uwagę bardzo surowego, seksownego szeryfa, który postanawia nieco poskromić jej dzikość.
I nagle Chloe nie może zrobić kroku, by się na niego nie natknąć. Osobowość i enigmatyczny uśmiech Sawyera sprawiają, że każda kobieta błaga, by zakuł ją w kajdanki. Po raz pierwszy w życiu, zamiast omijać prawo, Chloe pragnie mu się podporządkować. Czy buntowniczka zdoła żyć w zgodzie z zasadniczym szeryfem? Czy mimo barwnej przeszłości znajdzie w miasteczku Lucky Harbor trwałe uczucie i spokojną przystań, o której zawsze marzyła?

Miałam ochotę na lekturę lekką i niewymagającą myślenia - padło na „Do szaleństwa” Jill Shalvis, czyli typowy romans. A co o romansie można napisać? Intensywne, pełne namiętności uczucie wybucha  między Chloe i Sawyerem. Wszystko kończy się happy endem, choć nie bez przeszkód. Bohaterowie jak w książkach tego typu, są piękni, młodzi i diametralnie różni.  Chloe - spontaniczna, żyjąca chwilą, buntowniczka z wyboru.  Sawyer - szeryf miasteczka Lucky Harbor, twardo stąpający po ziemi, niezwykle opanowany i stanowczy. Akcja - wszystko kręci się wokół miłości.
Niestety, tym razem książka nie przyniosłam mi odprężenia. Po kilku kartkach byłam już nią znużona. „Szczęściarę” czytałam z ciekawością, natomiast „Do szaleństwa” po pierwszym rozdziale stało się do bólu przewidywalne. Miałam wrażenie, że autorka zmieniła tylko bohaterów, a całą akcję skopiowała z wcześniejszych książek. Powieść tę polecam jedynie wielbicielom gatunku, inni mogą się przy niej śmiertelnie nudzić.

„Szczęściarę” recenzuję tu


Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

Jill Shalvis
Do szaleństwa
Prószyński i S-ka
Warszawa 2013
s. 400
 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

POCIĄG DO MIŁOŚCI


Na okładce czytamy:  Jest to romantyczna, a zarazem trzymająca w napięciu barwna opowieść. Tuż przed Bożym Narodzeniem dziennikarz Tom Langdon wyrusza luksusowym ekspresem z Waszyngtonu do Los Angeles, gdzie czeka na niego Leila, z którą ma spędzić Wigilię. Korzystając z okoliczności Tom zbiera materiał do swojego nowego reportażu. W pociągu  niepodziewanie spotka Eleonor, swoją dawną miłość - kobietę, która nadal nie jest mu obojętna. Nieoczekiwanie, w połowie drogi, do pociągu wsiada Leila, proponując Tomowi małżeństwo. A tymczasem szalejąca zamieć i wywołana nią lawina śnieżna unieruchamiają pociąg w górskiej pułapce...

Książka ukazała się w serii „Fabryka bestsellerów”. Dla mnie,  to tylko chwyt reklamowy, bo powieść jest bardzo  przeciętna. Pozornie wszystko jest na swoim miejscu, jednak książka ma wiele niedociągnięć. Pomysł - umieszczenie akcji w pociągu - ciekawy, dający spore możliwości. W tym wypadku cała historia okazała się banalna i przewidywalna.  Bohaterowie mało wyraziści, po przeczytaniu ostatniej kartki już o nich nie pamiętamy.  „Pociąg do miłości” to książka nierówna  ma momenty bardzo dobre, ale także bardzo słabe. Niestety więcej jest tych drugich. Czy poczułam zdziwienie? Raz, ale nie przy zakończeniu. Natomiast właśnie zakończenie miało mocno zaskoczyć. Myślę, że autor chciał na siłę wprawić w zdumienie czytelnika i za długo myślał nad finałem. Przekombinował. Cały czas też zastanawiam się po co do tej opowieści autor wmieszał Marka Twaina. Wyszło nienaturalnie. Próżno też szukać w powieści atmosfery świątecznej, jej tam po prostu nie czuć.
Gdybym miała jeszcze raz wybrać  książkę na święta, na nią z pewnością, bym się nie zdecydowała. Czytać? Moim zdaniem nie warto.  


Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)


David Baldacci
Pociąg do miłości
Wydawnictwo Buchmann - Fabryka bestsellerów
Warszawa 2011
s. 256

sobota, 5 października 2013

CUKIERNIA POD AMOREM. HRYCIOWIE


Na okładce czytamy: Wojenna zawierucha. Dramatyczna podróż po okupowanej Europie. Trudy życia codziennego w ponurej rzeczywistości PRL-u. Miłość i pasja. Szczęście i cierpienie. Wielkie namiętności i rodzinne intrygi. To wszystko jest udziałem bohaterów tego tomu "Cukierni Pod Amorem". Prześledzimy ostatni etap ich fascynującej historii. Czy Idze uda się rozwikłać zagadkę tajemniczego pierścienia? Czy dziewczyna zrealizuje ambitne plany, a jej ojciec zazna szczęścia? Czy Celina spotka się z miłością swego życia?

Słaba, słaba, bardzo słaba!  Dwie pierwsze części  mnie uwiodły.  A trzecia zawiodła. Rozczarowana jestem ogromnie.  Miałam wrażenie, że książka pisana była na kolanie, bez pasji i na siłę.  Bohaterowie, którzy do tej pory byli mocną  stroną powieści, w tej części są naszkicowani bardzo powierzchownie.  Książka jest chaotyczna, niespójna, wszystkie wątki pokazane pobieżnie, kilka rozpoczętych i niedokończonych. Chęć jak najszybszego skończenia książki bije z każdej kartki. Brak pomysłów, nie tylko na finał. Rozwiązanie zagadki kobiety z pierścieniem jest tak banalne, że aż śmieszne. Spodziewałam się, że ostatnia część sagi wbije mnie w fotel, a czytałam ją z dużym znużeniem, cały czas licząc na to, że książka jeszcze pozytywnie mnie zaskoczy.  Niestety. Zakończenie nie jest godne całej serii. Oj nie. Pozostaje pewien niedosyt i myśl, że może lepiej byłoby gdyby historia Cukierni pod Amorem miała tylko dwa tomy.
Uwagi techniczne. Nie mam zastrzeżeń. Książka napisana ładnym językiem, bez wpadek językowych i stylistycznych. Słodkości na okładce wyglądają apetycznie:-)



Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2,5/6)


Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Cukiernia pod Amorem. Hryciowie.
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Warszawa 2011
s. 495

wtorek, 3 września 2013

DOBRE GENY


Na okładce czytamy:  Rok 2006. Marta Wenta, mocno poraniona przez życie, staje wreszcie na nogi - wyjeżdża z Gdańska do Warszawy i obejmuje stanowisko wiceprezesa agencji państwowej. Jest twórcza, oddana,  pracy i uczciwa - czy jednak w tych czasach zasady wyniesione z domu rodzinnego nie są jedynie balastem? A może jest ktoś, komu jej cechy doskonale pasują do… intrygi politycznej? Marta wkrótce zrozumie, że w grze, w której się znalazła, trudno o przyjaciół.

„Dobre geny” to przeciętna książka, która bardziej mnie drażniła niż mi się podobała.  Najbardziej denerwowała mnie główna bohaterka - Marta, która w sprawach męsko-damskich zachowuje się jak nastolatka. Jest niedojrzała i naiwna. Dla mnie tak wykreowana postać nie była ani przez moment zabawna.  Jest chyba teraz taki właśnie trend, że kobiety w książkach pokazuje się jak rozchwiane emocjonalnie dziewczęta. Pomysł na powieść taki sobie. Wprowadzenie świata polityki do fabuły nie powaliło mnie na kolana. Połapanie się w układach czasami utrudniało czytanie. Książka napisana jest prostym językiem, dialogi są mało wyszukane  i pojawia się szablonowość. Czyta się ją szybko, zakończenie nie zaskakuje, jednak niektórych usatysfakcjonuje. „Dobre geny” można przeczytać, ale czy trzeba? Raczej nie...

Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2,5/6)

Hanna Cygler
Dobre geny
Dom Wydawniczy Rebis
Poznań 2011

s. 310

niedziela, 28 kwietnia 2013

AMORE, AMORE! MIŁOŚĆ PO WŁOSKU


Na okładce czytamy: Valeria, pół Włoszka, pół Niemka, wraca po latach do Neapolu, by  na zlecenie niemieckiego pisma zbadać, cóż takiego kryje w sobie kraj miłość  i latin lovers. Co różni Włochów od innych mężczyzn? Jak należy z nimi postępować? Valeria wyrusza w ekscytującą podróż do świata amore all' italiana. Czy na własnej skórze przekona się, co znaczy miłość po włosku?

Minusy. Czytając zastanawiałam się o czym ta książka właściwie jest. Miał to być poradnik? Miała to być fascynująca  historia miłosna? Niestety, wyszło nie wiadomo co. I w dodatku bardzo słabe. Jeśli miał to być romans to pomysł nie tylko banalny, ale i powielony. Są przyjemniejsze i ciekawiej opowiedziane historie. Jeśli natomiast poradnik to oparty na stereotypach. Temat miłości potraktowany powierzchownie, a typowy Włoch to uwodziciel, skaczący z kwiatka na kwiatek, mający tabuny kochanek. Nic odkrywczego.   W książce panuje okropny chaos, co bardzo mi przeszkadzało. W natłoku informacji i wydarzeń gubią się bohaterowie. Uwagi techniczne.  Fatalne tłumaczenie.  Przy złotych myślach („A myśl o Luce to teraz diament wprawiony w moją prawą skroń, wciąż czuję  jego ostre krawędzie” czy „ jego orzechowe oczy lśnią cichym blaskiem”) ubawiłam się do łez.  Słabo też językowo. Pojawiło się sporo perełek. Co znaczy zdanie -  pewna dama  przy stoliku obok syka?  Drażniły mnie też włoskie wtrącenia. Domyślam się, że miały one jeszcze bardziej podkreślić włoski charakter książki, ale było ich zdecydowanie za dużo.  Plusy. Powieść, w niewielkim stopniu, ratują opisy włoskiej przyrody i neapolitańskiej kuchni. Odniesienia do włoskiej kultury i tradycji sprawiły, że dotrwałam do ostatniej strony.
Wniosek: piękna sceneria i miłosna historia niestety nie wystarczą, żeby napisać dobrą książkę.

Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność - (2/6) 

Maria Carmen Morese
Amore, amore! Miłość po włosku
Świat Książki
Warszawa 2011

s.272