Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 listopada 2017

TYDZIEŃ W ZIMIE - Marcia Willett



Na okładce czytamy: Po śmierci męża Maudie postanawia sprzedać Moorgate – położony w malowniczej i urzekającej Kornwalii dom, który należał do rodziny „od zawsze”. Selina, córka zmarłego, która nigdy nie wybaczyła Maudie, że zajęła miejsce jej matki, nie zamierza do tego dopuścić.
Dodatkowym punktem zapalnym między kobietami jest to, że Posy, córka Seliny, ma z przyszywaną babką znacznie lepszy kontakt, niż z rodzoną matką. Jakby tego było mało, Selina zaczyna podejrzewać, że jej mąż nie jest z nią do końca szczery...Tymczasem poważnie chorej Melissie wpada w ręce oferta sprzedaży Moorgate. Zauroczona posiadłością dziewczyna postanawia pojechać do Kornwalii i tam zdecydować, czy nie kupić domu. Okazuje się, że na miejscu znajduje nie tylko cudowną okolicę, ale i kogoś, dla kogo warto żyć.

Moim zdaniem: Dobre babskie czytadło z klimatem.

Moja ocena: warto przeczytać - (4/6) 

Marcia Willett
Tydzień w zimie
Wydawnictwo Replika
Zakrzewo 2012
s. 464

środa, 21 stycznia 2015

CIEMNIEJSZA STRONA GREYA - E L James


Na okładce czytamy: Młodziutką studentkę Anę Steele i charyzmatycznego miliardera Christiana Greya połączył niecodzienny układ, który z czasem przerodził się w coś znacznie głębszego. Jednak demony Greya zwyciężyły, Ana zerwała uzależniający związek i zajęła się karierą. Rozstanie okazuje się bolesne. Ogarnięci obsesyjną tęsknotą kochankowie nie potrafią bez siebie żyć. Kiedy więc Christian proponuje Anie zupełnie nowy układ, dziewczyna nie potrafi mu odmówić. Wkrótce zaczynają uczyć się siebie nawzajem. Christian walczy z wieczną potrzebą kontroli i stopniowo oswaja drzemiące w nim demony. Ana uczy się życia w luksusie i bronienia własnej niezależności. Kiedy wydaje się, że świat miłości, pasji i nieskończonych możliwości stoi przed nimi otworem, ciemne chmury gromadzą się nad luksusowym wieżowcem, w którym mieszkają… Drugi tom wyczekiwanego bestsellera wszech czasów.

Druga część  historii Christiana Greya i  Anastasii Steele  nie jest ani lepsza, ani gorsza od „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Kogo wciągnęła pierwsza książka, ten przeczyta i drugą.  Bo powieść tak samo jak pierwszy tom przyciąga uwagę, nie można się od niej oderwać, każdą wolną chwilę wykorzystuje się na jej czytanie.  Natomiast reszta pozostawia wiele do życzenia.  Bohaterowie tacy sami. Ana nadal głupiutka, z umysłem dojrzewającego dziewczęcia, Grey nadal kreowany na księcia z bajki i boga seksu. W tej części poznajemy jego tajemnicę.  Dla uważnego czytelnika nie będzie ona zaskoczeniem. Jest mało wyszukana.  Fabuła moim zdaniem dużo gorsza  - przewidywalna, bez polotu i finezji. Tylko czego ja oczekiwałam? Autorka, tak jak w pierwszej części, serwuje nam proste, żeby nie napisać siermiężne rozwiązania.  Pomysł wprowadzenia do sielankowego życia głównych bohaterów,  byłej uległej Christiana i nowego szefa Anastasii - żałosny. I tak przecież wiemy jak to wszystko się skończy. Autorka niestety nie ma talentu pisarskiego, a tym bardziej wyobraźni. Wszystkie pomysły już gdzieś były, a seks... po pewnym czasie masz już dość jęczącego, prawie na każdej stronie, Christiana i wijącej się z rozkoszy Any.  Język nadal skandaliczny, wewnętrzna bogini króluje. Okładki trzech części  utrzymane w jednej stylistyce – ta najbardziej mi się podoba. Na okładce można przeczytać takie hasło reklamowe „kilka deko lukru, szczypta pieprzu, kilka kropel perwersji i garść pikanterii” tylko, że ten opis odbiega od rzeczywistości. Owszem  są tony lukru i niewielka szczypta białego pieprzu. A reszta gdzieś się zgubiła. 
Po drugim tomie nie wiem czy mam ochotę na kolejną dawkę twórczości E L James.  Spodziewam się kolejnej  odgrzewanej historii. Autorka raczej już niczym nie zaskoczy. „Nowe oblicze Greya” leży jak na razie na półce...

O „Pięćdziesięciu twarzach Greya” piszę tu


Moja ocena: oceniam tylko wartość treściową czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

E.L. James
Ciemniejsza strona Greya
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2012
s. 626


sobota, 29 listopada 2014

PIĘĆDZIESIĄT TWARZY GREYA - E. L. James


Na okładce czytamy: Młoda, niewinna studentka literatury Anastasia Steele jedzie w zastępstwie koleżanki przeprowadzić wywiad dla gazety studenckiej z rekinem biznesu, przystojnym i zamożnym Christianem Greyem. Mężczyzna od pierwszych sekund spotkania fascynuje ją i onieśmiela. W powietrzu wisi coś elektryzującego, czego dziewczyna nie potrafi nazwać, a może tylko się jej wydaje? Z prawdziwą ulgą kończy rozmowę i postanawia zapomnieć o intrygującym przystojniaku.
Planu nie udaje jej się zrealizować, bo Christian Grey zjawia się nazajutrz w sklepie, w którym Anastasia dorywczo pracuje. Przypadek? I do tego proponuje kolejne spotkanie.
W tym miejscu kończy się „disneyowskie” love story, choć młodziutka, niedoświadczona dziewczyna nie wie jeszcze, że Christian opętany jest potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych, dość niezwykłych warunkach… Czy dziewczyna podpisze tajemniczą umowę, której warunki napawają ją strachem i fascynacją? Jaki sekret skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?

Pierwsza myśl jaka nasunęła mi się po przeczytaniu „Pięćdziesięciu twarzy Greya” to wiele hałasu o nic.  Ani nie jestem zszokowana, ani zniesmaczona – romans jak każdy inny tylko, że z większą ilością seksu i „czerwonym pokojem bólu”.  Zastanawiam się co ta książka w sobie ma, bo  bije rekordy popularności. Określiłabym to słowem magnetyzm, bo nie można się od niej oderwać - czyta się ją wszędzie - na przystanku i w wannie - w każdej wolnej chwili. Najnormalniej wbija w fotel. Tyle byłoby o plusach.  Historia banalna – dwoje ludzi z dwóch różnych światów, przyciągają się na zasadzie przeciwieństw – on milioner, ona studentka, on lubiący perwersyjny seks, ona niedoświadczona. Typowy harlequin tylko, że z pieprzem. Pomysł więc autorka miała żaden. Idziemy dalej bohaterowie – on – młody,  bajecznie bogaty, szarmancki, opiekuńczy, wykształcony –  książę z bajki. Ona – głupiutka, naiwna, dziecinna, nieznająca własnej wartości – bohaterka koszmar. Greya można jeszcze tolerować.  Anastasii niestety nie – irytuje na każdej stronie, wielbicielka Tomasza Hardy’ego, a  dojrzalsze od niej  jest dziecko w przedszkolu,  na dźwięk słowa seks a to się rumieni, a to na pomoc wzywa św. Barnabę, do krwi ma zgryzioną dolną wargę, bo to wabik na Greya, nie wspominając już o dialogach naprzemiennie z wewnętrzną boginią albo podświadomością.  Na pierwszej stronie książki miałam ochotę już ją zabić.  Na bohaterów też autorka nie miała pomysłu są sztampowi, identyczni jak w innych romansach. „Pięćdziesiąt twarzy Greya” to słaba powieść, najgorsze jest jednak to, że tłumaczenie jest żenujące.  Nie wiem czy śmiać się czy płakać.  Dialogi głównej bohaterki z  podświadomością i wewnętrzną boginią  tragiczne. Gdy przeczytałam, że wewnętrzna bogini jęczy a to podrzuca pomponikami  śmiałam się dobrych kilkanaście minut.   Jednak najzabawniejsze było to, że Ana w chwilach uniesienia wzywa  św. Barnabę. Skąd tego świętego wzięła tłumaczka nie mam pojęcia.  W tym wypadku wolałabym czytać „Pięćdziesiąt twarzy Greya” w oryginale. Gdybym ja decydowała, to w tej formie nigdy nie puściłabym książki do druku.  Pominę drobne literówki i średnią okładkę.
Nie wiem co ta książka w sobie ma i nie rozumiem jej fenomenu i mimo, że jest ona słaba już połykam drugą część. Pod względem treściowym jest na naprawdę niskim poziomie, jednak nie potrafię się od niej oderwać. To tak jak z jedzeniem czekolady, chociaż wiem, że mi szkodzi zawsze zjadam do ostatniej kostki:-)
Myślę, że można tę powieść przeczytać, żeby wyrobić sobie swoją opinię.

Moja ocena: oceniam tylko wartość treściową czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

E.L. James
Pięćdziesiąt twarzy Greya
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2012
s. 606

sobota, 8 listopada 2014

TAJEMNICE RUTHERFORD PARK - Elizabeth Cooke




 Na  okładce czytamy: Lady Octavia Cavendish żyje jak w złotej klatce. Fortuna, którą wniosła w posagu, pozwoliła jej mężowi, Williamowi, odnowić oblicze majątku, on sam czuje się jednak uwiązany przez zobowiązania i tytuł szlachecki. Od syna Cavendishów, Harry’ego, oczekuje się, że pójdzie w ślady ojca, ale chłopak żyje swoimi marzeniami: chce zostać pilotem. Tymczasem w pomieszczeniach dla służby pokojówka Emily skrywa tajemnicę, która może okryć ród Cavendishów hańbą.
W wigilię Bożego Narodzenia 1913 roku Octavia przyłapuje męża w niedwuznacznej sytuacji z jego okrytą sławą skandalistki piękną kuzynką. Chwilę później Emily wymyka się z domu, by wyjawić światu swój sekret. Na horyzoncie zbierają się czarne chmury, nadciąga wojna, a w Rutherford Park pulsują skrajne emocje… 


Opis na okładce zachęcający,  więc z ciekawością zabrałam się za czytanie i już po kilku kartkach utknęłam. Z początku jeszcze czekałam, że będzie jakieś trzęsienie ziemi, ale z każdą kolejną stroną traciłam nadzieję. Powieść przeczytałam bardziej z obowiązku niż dla przyjemności. To powieść przewidywalna - a taką najgorzej mi się czyta.  Historia opisana nie zaskakuje i nie wciąga, czasami wręcz nudzi. Wzloty, upadki, dramaty i radości jakich wiele, podane na przykładzie angielskiej rodziny i osadzone w latach I wojny światowej. Temat odgrzany, podany w mdłej oprawie. Bohaterowie przeciętni, nie zapadają w pamięć. W książkach historycznych zawsze szukam dbałości o szczegóły i atmosfery opisanej epoki, niestety w „ Tajemnicach Rutherford Park” nie udało mi się tego znaleźć. W tej  powieści nie tylko nie pulsują emocje, nie ma ich wcale. Jest tylko chłodne przedstawienie faktów. „Tajemnice  Rutherford  Park” to książka jedynie dla wielbicieli gatunku.  Plus za okładkę - bardzo mi się podoba. 

Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

Elizabeth Cooke
Tajemnice Rutherford Park
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2014

s. 366



niedziela, 19 października 2014

HOTEL „BERTRAM”




Na okładce czytamy:  Hotel Bertram, szykowny, staroświecki, z nienaganną obsługą - jakby żywcem przeniesiony z czasów młodości panny Jane Marple. Idealny dla kapłanów przyjeżdżających na spotkanie z biskupem, emerytowanych wojskowych, młodych panienek odwiedzających Londyn pod opieką cioci i starszych szacownych matron. Jednak ten obraz okazuje się zwodniczy. Nawet panna Marple nie jest w stanie przewidzieć nieoczekiwanego ciągu zdarzeń zapoczątkowanych spóźnieniem się na pociąg ekscentrycznego duchownego.

Zachęcona przez Tomasza Makowskiego - dyrektora Biblioteki Narodowej (wywiad opublikowany  w lipcowych Wysokich Obcasach Extra) - który ten kryminał umieścił na drugim miejscu w rankingu „Od czego zacząć czytać?” sięgnęłam po niego i ogromnie się rozczarowałam. Moim zdaniem to najsłabsza powieść  Agathy Christie jaką czytałam. I absolutnie nie polecam jej osobom, które chcą zacząć czytać. Autorka znana jest z nieprzewidywalnych pomysłów i zdumiewających rozwiązań. A tym razem  pomysł zaledwie przeciętny. Przewidywalna fabuła, rozwiązania zagadki można się domyślić. Wprowadzenie sobowtórów postaci nie zaskakuje. Książka nierówna. Akcja ciągnie się ospale, momentami wieje nudą. Kryminał dla wytrwałych, bo na  trupa trzeba czekać dość długo. Gdy już dojdzie do morderstwa - finał jest bardzo szybki, a rozwiązanie zagadki podane na tacy. Niestety czytelnik nie ma czasu na prowadzenie własnego śledztwa i snucie domysłów, nie mówiąc już o niepewności, którą czasami czuje się  aż do ostatniej strony książki.  W powieści  można się pogubić gdy nie czyta się jej uważnie. Autorka wprowadziła sporo postaci i bombarduje czytelnika masą szczegółów. Choć sama książka nie jest długa. Czułam przesyt.
Kto zamierza czytać książkę dla Jane Marple, też poczuje się zawiedziony, bo  panny Marple jest w niej niewiele. Jedyny plus jaki znalazłam to zabawnie  nakreślona postać zapominalskiego  kanonika Pennyfathera. A i babeczki maślane - specjalność hotelu „Bertram”, które z przyjemnością bym zjadła.
Wahałam się przy ocenie „Hotelu Bertram”. Moim zdanie powieść zasługuje tylko na mocne dwa.


Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

Agatha Christie
Hotel „Bertram”
Wydawnictwo Dolnośląskie
Wrocław 1996

s. 243



sobota, 18 października 2014

W MIASTECZKU DŁUGOWIECZNOŚCI. ROK PRZY WŁOSKIM STOLE



Na okładce czytamy: Il paese della longevità. Miasteczko długowieczności. Campodimele. To właśnie tu, u podnóży gór Aurunci, w samym sercu Włoch średnia długość życia wynosi dziewięćdziesiąt pięć lat. Tracy Lawson trafiła na informacje o tym miejscu, szukając materiałów o naturalnych sposobach zachowania długowieczności. Postanowiła sama sprawdzić, cóż niezwykłego kryje się w tamtejszym trybie życia, klimacie i diecie, że miejscowi zachowują sprawność, witalność i radość do późnego wieku. W miasteczku długowieczności. Rok przy włoskim stole to dwanaście miesięcy z życia Camopdimele. Kalendarz prowadzący przez zmieniające się pory roku, które przynoszą bogactwo warzyw, owoców, ryb i grzybów. Barwni bohaterowie zapraszają autorkę do swoich domów i dzielą się z nią sekretami swej wspaniałej kuchni, która podąża za niezmiennym rytmem natury i tradycji. To fantastyczna książka kulinarna, a zarazem inspirująca opowieść o miejscu, w którym praca i prostota przynoszą długie i szczęśliwe życie.

Campodimele - włoskie miasteczko gdzie mieszkańcy  żyją przeciętnie 95 lat. Zaskakujące:-) Właśnie tam wybrała się Tracey Lawson, aby poznać tajemnicę długowieczności. Spędziła rok - obserwując i ucząc się żyć, tak jak mieszkańcy miasteczka. Co odkryła? Ludzie żyją w Campodimele  zgodnie z porami roku. Wszystko ma swoje miejsce i czas. Jest zatem styczniowe zbieranie oliwek i lipcowe przetwory z wiśni amarene. Są pracowici i nie marnują tego co daje im natura.  Jedzą tylko to co rośnie w przydomowym ogródku lub w pobliskim lesie. Z lokalnych produktów potrafią wyczarować prawdziwe cuda. Nie tylko zdrowe, ale i smaczne. Sama wypróbowałam kilka przepisów.  Cukinia w cieście piwnym zrobiła furorę i na stałe zagościła na moim stole, chociaż wcześniej nigdy jej nie używałam.
Pierwszy raz książka jest, taka jak  jej opis na okładce. Prócz przedstawienia poszczególnych miesięcy w Campodimele zawiera sporo przepisów - opracowanych nie na oko, ale bardzo dokładnie, zdjęcia, a także  przydatny słowniczek włoskich pojęć używanych w kuchni. A wszystko to napisane bardzo ładnym, plastycznym językiem.  Spodobała mi się też okładka, prosta, a jednak ma w sobie coś.
O włoskiej kuchni napisano już masę książek lepszych i gorszych. Wśród nich - ta jest naprawdę warta przeczytania. Polecam.  
Tak na marginesie - z serii Dolce vita czeka już na mnie „Język baklawy”. Już sam tytuł zachęca do lektury:-)

Moja ocena: polecam (5,5/6)

Tracey Lawson
W miasteczku długowieczności. Rok przy włoskim stole
Seria Dolce Vita
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2012
s. 435

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

TAJEMNICA SITTAFORD



Na okładce czytamy: Jest środek zimy. W zasypanej śniegiem, położonej na skarpie nad wrzosowiskami wiosce jeden z domów wynajmuje niejaka pani Willett. Właściciel rezydencji nie do końca rozumie powody, dla których ta tajemnicza dama zdecydowała się zamieszkać na odludziu. Jeszcze bardziej dziwi go, że udaje się jej z powodzeniem organizować lokalne życie towarzyskie. W trakcie jednego ze spotkań zebrani u pani Willett goście zabawiają się w wywoływanie duchów. Zorganizowany z nudów seans spirytystyczny niespodziewanie zamienia się w przepowiednię śmierci - która sprawdza się co do joty!

Kolejny świetny kryminał Agathy Christie. Pomysł kapitalny z udziałem „sił nadprzyrodzonych”. Rozwiązanie zagadki, jak dla mnie, nie do przewidzenia. Byłam zaskoczona. Bohaterowie  perfekcyjnie nakreśleni. Dwa proste zdania i dokładna charakterystyka  zrobiona. I chociaż nie ma tu ani Jane Marple, ani Herculesa  Poirot,  Emilia Trefusis doskonale daje sobie radę. Akcja toczy się leniwie, lecz książkę czyta się fantastycznie.  Niestety mamy tu tylko jedno morderstwo. Dla wielbiciela kryminałów może za mało. Atmosfera małego Sittaford - gdzie każdy każdego zna  - cudnie przedstawiona i jeszcze ta zima. Aż chce się tam pojechać. Uwagi techniczne. Okładka przeciętna. W kilku miejscach brakuje polskich liter.
Powieści Agathy Christie należą do moich ulubionych. Czytam je zawsze z ogromną przyjemnością.  I zawsze gorąco  polecam.


Moja ocena: polecam (5,5/6)

Agatha Christie 
Tajemnica Sittaford

Wydawnictwo Hachette 
b.m 2002
s.275

wtorek, 25 lutego 2014

HAMISH MACBETH I ŚMIERĆ PLOTKARY



Na okładce czytamy: Kiedy lady Jane Winters, wdowa z wyższych sfer i felietonistka plotkarskiej kolumny, dołącza do grona miłośników wędkarstwa w Lochdubh, atmosfera robi się ciężka. Ofiarą jej ciętego języka padają wszyscy, również Hamish Macbeth, ale nawet on nie myśli poważnie o tym, że ktoś mógłby raz na zawsze uciszyć jędzowatą lady Jane. Gdy jednak jej zwłoki zostają wyłowione z rzeki, Hamish, z pomocą ślicznej Priscilli Halburton-Smythe, musi sam stawić czoło plotkom, by odnaleźć mordercę. Po raz kolejny przekona się, że tropienie prawdy zwykle bywa niebezpieczne, a przyparty do muru zabójca zazwyczaj uderza ponownie.

Książki M.C. Beaton poznałam już przy okazji  serii o Agacie Raisin. Gdy tylko zobaczyłam, że napisała ona też inną serię kryminałów zabrałam się za pierwszy tom. Pomysł na tę powieść - morderstwo na kursie wędkarskim - kompletnie nie trafił w mój gust. Całą powieść bohaterowie uczą się wędkować i przemieszczają się z jednego  jeziora nad drugie. Trochę mnie to zmęczyło. Tym razem głównym bohaterem jest Hamish Macbeath - wiejski policjant-gapa, na którego terenie praktycznie nic się nie dzieje - od czasu do czasu złapie kłusownika. Częściej zajmuje się swoim ogródkiem, niż prowadzeniem śledztwa. Ta postać jest doskonale dopracowana. Natomiast reszta bohaterów pozostawia wiele do życzenia. Obraz ich tworzymy sobie ze szczątkowych informacji. Miałam przez to wrażenie, że książka nie jest spójna. Akcja jak to w powieściach kryminalnych bywa do momentu morderstwa toczy się leniwie, dla mnie trochę aż za bardzo. Morderstwo i śledztwo. Niestety i tu miałam wrażenie, że wszystko jest zbyt powierzchowne. Najbardziej jednak rozczarowałam się tym, że autorka zaserwowała czytelnikowi tylko jedną zbrodnię. Wszystko jak w zegarku  zmierzało do rozwiązania zagadki. Nie było napięcia. W końcu przestałam liczyć na to, że wydarzy się coś nieoczekiwanego. I miałam rację. Morderca, to jeden z uczestników kursu. Nie zdziwiłam się ani trochę. Autorka natomiast nie zawiodła jeśli chodzi o Szkocję. W kilku zdaniach tworzy taki jej obraz, że chce się tam od razu pojechać. I tym razem przekonuje, że małe miejscowości mają swój urok i niepowtarzalną atmosferę. Okładka słaba, gdyby nie nazwisko, nie zwróciłabym uwagi na książkę. Język - kopalnia perełek i literówek. Ogromny minus dla wydawcy.
Ta powieść M.C. Beaton  nie bardzo mi się podobała. Wydaje mi się dużo słabsza od tych z Agathą Raisin. Jeśli wpadną mi w ręce kolejne tomy tej serii - być może przeczytam.

Moja ocena: można przeczytać gdy nie ma co czytać (2,5/6)


M.C. Beaton
Hamish Macbeth i śmierć plotkary (tom 1)
Wydawnictwo Edipresse
Warszawa 2013
s. 238




piątek, 20 grudnia 2013

KOCHANEK DZIEWICY



Na okładce czytamy: Jako świeżo koronowana królowa Anglii Elżbieta musi stawić czoło dwóm niebezpieczeństwom: francuskiej inwazji na Szkocję, zagrażającej całemu krajowi, oraz swemu uczuciu do Roberta Dudleya, zagrażającemu jej sercu. Robert Dudley jest żonaty, a jego małżonka ani myśli się nim dzielić. Amy Dudley odmawia rozwodu, który Elżbiecie i Robertowi umożliwiłby wzięcie ślubu. Zresztą, przeciwko związkowi królowej z jednym z dworzan są prawie wszyscy. W tle miłosnego trójkąta na dworze Anglii tworzą się frakcje; ktoś przechodzi od słów do czynów. Amy zostaje znaleziona martwa, ze skręconym karkiem, u stóp niewysokich schodów. Zdumiewający portret młodej Elżbiety I, kobiety porywczej, siejącej strach, niezrównoważonej emocjonalnie i zaborczej, która nie powstrzyma się przed niczym, nawet przed morderstwem, byle tylko zaspokoić swoje żądze.

Przy tej książce męczyłam się strasznie. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Czytałam wiele naukowych biografii władców i one, o dziwo, są lepiej i ciekawiej napisane niż ta powieść. Miało być niewyjaśnione morderstwo. Było i owszem, ale pod sam koniec książki.  I wtedy to dopiero trochę się wciągnęłam. W sumie do czytania nadawało się  jakieś 50 stron - gdzie coś interesującego się działo.
Fatalne tłumaczenie Urszuli Gardner. Wydaje mi się, że tłumaczka chciała dopasować język do epoki i wyszło koszmarnie. Najbardziej podobało mi się określenie „ by objąć stolec biskupi”. Nie wiedziałam, czy śmiać się czy płakać. Sporo też było słów, których nie rozumiałam, a w słowniku ich nie znalazłam.
Choć Philippa Gergory uchodzi za jedną z lepszych autorek powieści historycznych,  mnie nie przekonała. Dla mnie książka była nieciekawa i czytało mi się ją bardzo źle.  Przeszła mi, na razie, ochota na czytanie takich powieści.

Moja ocena: droga przez mękę - (1,5/6)

Philippa Gregory
Kochanek dziewicy
Wydawnictwo „Książnica”

Katowice 2009
s. 596

niedziela, 6 października 2013

AGATHA RAISIN I ZAMORDOWANI PIECHURZY



Na okładce czytamy: Po sześciu intensywnych miesiącach w Londynie Agatha Raisin wraca na ukochaną wieś na pogórzu Cotswold. Tak się składa, że zaraz po jej przyjeździe na pobliskim polu zostają znalezione zwłoki kobiety. Zamordowana to Jessica Tartnick, organizatorka pieszych rajdów, doprowadzająca właścicieli ziemskich do szału ciągłymi żądaniami odbywania wycieczek przez ich działki. Agatha jest w siódmym niebie, bowiem ma prowadzić śledztwo wraz ze swoim przystojnym sąsaidem Jamesem Laceyem. A poszlak nie brakuje...
Czwarta część serii  bardzo mi się podobała. Jak zawsze autorka cudnie odmalowała atmosferę angielskiej prowincji. Do tego dodajmy  stare zamczysko, mroczny klimat, charakterne  towarzystwo piechurów i dwa trupy. Oj będzie się działo:-) Autorka serwuje nam kilka nowych wątków.  W życiu uczuciowym  Agathy zmiany - znajomość z Jamesem nabiera rumieńców. Czy zakończy się happy endem? Tego nie wiem. Jedno jest pewne -  Agatha Raisin i jej przygody są gwarancją naprawdę dobrej zabawy.  
Uwagi techniczne. Niestety w kwestii literówek i niejednolitej pisowni wyrazów nic się nie zmienia i pewno zostanie tak już do końca.

O wcześniejszych częściach piszę tutaj:
Agatha Raisin i ciasto śmierci
Agatha Raisin i wredny weterynarz
Agatha Raisin i zakopana ogrodniczka

 

Moja ocena: warto przeczytać - (4/6)

M.C. Beaton
Agatha Raisin i zamordowani piechurzy (tom 4)
Wydawnictwo Edipresse
Warszawa 2012
s. 217

niedziela, 29 września 2013

AGATHA RAISIN I ZAKOPANA OGRODNICZKA




Na okładce czytamy:  Gdy w przytulnym Carsely pojawia się nowa mieszkanka, od razu staje się obiektem adoracji przystojnego sąsiada Agathy, Jamesa Laceya. Nic dziwnego, bowiem Mary Fortune jest nie tylko piękna, ale i utalentowana w każdej dziedzinie, a zwłaszcza w ogrodnictwie. Natomiast Agatha... W kwestiach ogrodniczych jest całkowitą dyletantką. Kiedy jednak nieznani wandale niszczą najpiękniejsze ogrody Carsley, a na dodatek zostaje popełniona bestialska zbrodnia, Agarha ma pole do popisu i pretekst do odkrywania sekretów mieszkańców wioski. Wydobywa też na światło dzienne mroczne tajemnice ofiary. Kłopot w tym, że sama również skrywa pewien wstydliwy sekret...

Trzecia część przygód pani detektyw-amator podobała mi się odrobinę mniej niż wcześniej przeczytane, może dlatego, że nie przepadam za ogrodnictwem i w pewnym momencie poczułam się nią zmęczona. Jest to jednak kolejna dobra część cyklu. Mamy tutaj ten sam styl, podobną konstrukcję fabuły i barwne postaci. Nic dodać nic ująć. Oklaski dla autorki za pomysłowość - oryginalnie uśmierciła Mary Fortune. Kto polubił tę serię z pewnością sięgnie po następne części i nie trzeba nikogo do nich przekonywać.
Uwagi techniczne. Niestety w kwestii literówek i niejednolitej pisowni wyrazów nic się nie zmienia i pewno zostanie tak już do końca. Okładka trochę lepsza.

O wcześniejszych częściach piszę tutaj:
Agatha Raisin i ciasto śmierci
Agatha Raisin i wredny weterynarz
 

Moja ocena: warto przeczytać - (4/6)

M.C. Beaton
Agatha Raisin i zakopana ogrodniczka (tom 3)
Wydawnictwo Edipresse
Warszawa 2012
s. 217

sobota, 21 września 2013

AGATHA RAISIN I WREDNY WETERYNARZ


Na okładce czytamy: Agatha wciąż jeszcze nie przywykła do spokojnego życia na wsi. W dodatku przystojny sąsiad, James Lacey, pozostaje nieczuły na jej wdzięki. Na szczęście do miasteczka przybywa młody i bardzo atrakcyjny weterynarz. Aby nawiązać z nim kontakt, bohaterka zabiera swojego małego, choć zupełnie zdrowego kotka na kompleksowe badania. Ponieważ jednak doktor pada martwy, Agacie pozostaje James. Próbuje go zatem przekonać, że zabawa w detektywa daje sporo satysfakcji. A co, jeśli budzi także instynkt mordercy...

Drugi tom przygód ekscentrycznej Agathy  Raisin przeczytałam w jeden wieczór. Moim zdaniem książka trzyma poziom. Sama intryga - rozwiązania nie elektryzuje, ale satysfakcjonuje. Pomysł wciągnięcia  Jamesa Lacey do śledztwa przypadł mi do gustu. Żywiołowa Agatha i wyciszony James to dopiero duecik.  Jedyne co mi się nie spodobało to porwanie kotów. Pomysł dziecinny, który nie pasował mi do powieści. Zastanawiałam się dlaczego autorka coś takiego wprowadziła do fabuły. Uwagi techniczne takie same jak w pierwszej części - literówki, niejednolita pisownia niektórych wyrazów. Okładka wciąż razi, mimo że kolor jest bardziej stonowany.
Jeśli komuś spodobała się pierwsza część, druga na pewno go nie rozczaruje  i przeczyta ją jednym tchem. Ja zabrałam się już za kolejną.

 O pierwszym tomie
 


Moja ocena: warto przeczytać - (4/6)

M.C. Beaton
Agatha Raisin i wredny weterynarz (tom 2)
Wydawnictwo Edipresse
Warszawa 2012
s. 233

 


sobota, 14 września 2013

AGATHA RAISIN I CIASTO ŚMIERCI




Na okładce czytamy: Zmęczona miejską gonitwą Agatha Raisin zamyka dochodową firmę w Londynie i przechodzi na wcześniejszą emeryturę, żeby zasmakować spokojnego życia w cichej wiosce Carsely. Znudzona, samotna, przyzwyczajona do sukcesów i uznania, przystępuje do miejscowego konkursu na najlepszy wypiek. Przynosi nań nadziewane ciasto francuskie zakupione po kryjomu w znakomitej londyńskiej piekarni. Jednak ten sposób na awans społeczny zawodzi. Nie dość, że sędzia odrzuca jej kandydaturę, to jeszcze pada martwy po skosztowaniu smakołyku.

Potrzebowałam niedużej i lekkiej książki na wyjazd i  trafiłam na serię kryminałów M.C. Beaton. Pierwsza część podobała mi się. Główna bohaterka - Agatha jest chimeryczna, nieobliczalna i wścibska. Mało sympatyczna, a jednak nie da się jej nie lubić. Porównanie do Jane Marple przesadzone - łączy je tylko to, że obie rozwiązują  zagadki kryminalne. Carsley - miejsce gdzie dzieje się akcja - fantastycznie przedstawione. Inaczej być nie mogło, bo to malownicze, angielskie Cotswolds. Dużym atutem książki  jest cudnie odmalowany klimat angielskiej wsi i jej społeczność. Pod maską uśmiechu i uprzejmości - wrze.  Kryją się tam niewyjaśnione tajemnice, niewypowiedziane urazy i zadawnione spory. Do tego dodajmy jeszcze  galerię barwnie naszkicowanych postaci czyli  dobrą do bólu pastorową, wiecznie plotkujące panie ze stowarzyszenia, sympatycznego policjanta Billa Wonga i przystojnego sąsiada Agathy - Jamesa.  Jednak dla koneserów kryminałów sama zagadka może być za mało skomplikowana, a rozwiązanie łatwe do przewidzenia. Uwagi techniczne. Literówki, niejednolita pisownia niektórych wyrazów. Nie podoba mi się okładka - zbyt krzykliwa.
Książka, mimo że to kryminał, jest lekka i zabawna.  Z przyjemnością się ją czyta. Z pewnością sięgnę po kolejny tom.

Moja ocena: warto przeczytać - (4/6)

M.C. Beaton
Agatha Raisin i ciasto śmierci (tom 1)
Wydawnictwo Edipresse
Warszawa 2012
s. 252



 

niedziela, 11 sierpnia 2013

TRAFNY WYBÓR


Na okładce czytamy: Barry nie żyje. Ta niespodziewana śmierć pogrąża Pagford w chaosie. Na jaw wychodzą tajemnice mieszkańców. Urocze miasteczko z brukowanym rynkiem i wiekowym opactwem już nigdy nie będzie takie jak dotąd.
Wybucha wojna bogatych z biednymi, nastolatków z rodzicami, wojna żon z mężami i nauczycieli z uczniami. Kto przejmie władzę po Barrym? Jak daleko się posunie w tym zaciekłym konflikcie?
Pełna czarnego humoru, błyskotliwa i prowokująca wielka powieść o małym miasteczku.


Na nową powieść Rowling czekałam z niecierpliwością. Zastanawiałam się czym ta autorka może zaskoczyć dorosłych czytelników. Minusy. Już sam pomysł książki wydał mi się nudny i dość ryzykowny - kampania wyborcza w miasteczku Pagford. Jednak byłam ciekawa jak Rowling sobie z tym poradzi. I niestety, nie udało jej się z tego wyjść obronną ręką. Rozczarowałam się. Książka jest mdła i mało ciekawa. Czytałam ją na raty, mając nadzieję, że za chwilę wydarzy się coś co wbije mnie w fotel. Niestety nic takiego nie miało miejsca. Koniec miał poruszyć? A mnie wydał się ckliwy i mocno melodramatyczny. Zabrakło mi też zakończenia niektórych wątków. Drażniło mnie i to bardzo, że książka napisana jest językiem pełnym wulgaryzmów i kolokwializmów. Gdzie podział się świetny warsztat pisarski i umiejętność snucia opowieści? W tej powieści nie ma nic, czym Rowling przyciągnęła w serii o małym czarodzieju.
Plusy. Co działa na jej korzyść? Książka broni się tym, że umiejętnie została tu odmalowana małomiasteczkowa hipokryzja z galerią wyraziście przedstawionych postaci.
Czytać czy nie czytać? To trudne pytanie. Mimo wszystko jednak czytać, żeby samemu wyrobić sobie zdanie o tej dziwnej książce.  

Moja ocena: można przeczytać, gdy nie ma co czytać (3/6)

J. K. Rowling
Trafny wybór
Wydawnictwo Znak
Kraków 2012
s. 505


niedziela, 30 czerwca 2013

PODRÓŻ NA POŁUDNIE. POWRÓT DO KALABRYJSKIEJ OJCZYZNY


 Na okładce czytamy: Annie Hawes wie o dalekiej Kalabrii, położonej na samym czubku włoskiego buta, tylko tyle, że jest to dzika kraina bezprawia i biedy, w której roi się od mafiosów. Tak przynajmniej wmawiają jej sąsiedzi z Diano San Pietro.
Z kolei wszyscy kalabryjscy krewni jej chłopaka - Ciccia de Gilio - mówią o stronach ojczystych jak o raju na Ziemi, opowiadają o upojnych nocach spędzonych na tańczeniu taranteli, świeżym migdałowym mleku sprzedawanym przy drogach, ciastkach miodowych i amaro robionym z korzenia dzikiej lukrecji...
Annie postanawia wybrać się na Południe. Jednak czy wszystko, czego nauczyła się przez lata spędzone z Liguryjczykami, przyda się jej wśród Calabresi? Czy też czeka ją kolejne trudne wtajemniczenie w zawiłości życia na włoskiej wsi?


Sporo powstało już książek o obcokrajowcach próbujących zacząć życie we Włoszech. Jedne bardziej udane, inne mniej.  „Podróż na Południe” to bardzo przyjemna lektura. Mamy tutaj galerię ciekawych, nieco ekscentrycznych postaci. Autorka świetnie pokazała różnice między Północą a Południem, nie tylko w warstwie językowej, ale również mentalnej i kulturowej.  Bardzo odpowiadał mi też styl w jakim książka jest napisana. Obyło się bez nużących opisów, jest za to sporo humoru, ciekawych spostrzeżeń, smaczków i smaków Południa. Można poczuć atmosferę Kalabrii, nie ruszając się z domu. Podobały mi się też apetyczne opisy potraw włoskiego Południa. Aż chciało się jeść:-) Uwagi techniczne. W książce zdarzały się literówki i dziwaczna odmiana wyrazów.
Do tej pory nie przepadałam za tego typu powieściami,  jednak tej mówię zdecydowane TAK.  Z pewnością sięgnę po wcześniejsze powieści tej autorki - „Extra Virgin” i „W krainie oliwek”.

Moja ocena: polecam! - (5/6)
 
Annie Hawes
Podróż na Południe. Powrót do kalabryjskiej ojczyzny.
Zysk i S-ka Wydawnictwo
Seria Naokoło świata
Poznań 2012
s. 300

niedziela, 10 marca 2013

TEQUILA OIL CZYLI JAK ZGUBIĆ SIĘ W MEKSYKU


„Tequila Oil” to pierwsza książka podróżnicza, którą przeczytałam. W roku 1979 osiemnastoletni Hugh Thomson (pisarz, filmowiec, podróżnik - prowadził wyprawy badawcze w Ameryce Południowej dotyczące cywilizacji Inków) leci do Meksyku. Od poznanego w samolocie towarzysza podróży dowiaduje się, że można sporo zarobić, jeśli kupiony w USA „duży amerykański samochód” przewiezie przez granicę i sprzeda na czarnym rynku w Belize.  Kupuje więc samochód - używanego oldsmobila 98 - i chociaż nie ma prawa jazdy,  spontanicznie wyrusza w podróż. Książka jest  barwnym opisem  przebiegu tej wyprawy. Biegnie ona od wyżyn stanu Chihuahua po dżunglę  półwyspu Jukatan, do Belize City. Brak prawa jazdy sprawia, że Hugo musi  poruszać się bocznymi drogami dzięki, czemu poznajemy prowincjonalny Meksyk pełen muzykantów mariachi, ekscentrycznych mieszkańców i  mocnych alkoholi. Tytułowa Tequila Oil to tequila wymieszana z sokiem pomidorowym, sosem z papryki  habanero i maggi.  Ten ostatni składnik sprawia, że jest czarna jak olej napędowy:-)  W książce rzuca się w oczy zainteresowanie autora historią. Sporo jest tu o podboju  tych terenów przez Hiszpanów oraz Aztekach i Majach. Hugo często zbacza z kursu, aby zobaczyć pozostałości ich cywilizacji.  Nie brak też odniesień do autorów takich jak  Lawrence, Waugh, Huxley, czy Greene, których powieści dzieją się w Meksyku. Hugo porównuje to co widzi, z tym co czytał. Czy udało mu się sprzedać samochód, nie zdradzę. Po latach już jako dojrzały mężczyzna Hugo powraca aby dokończyć przerwaną eskapadę.

Książka podobała mi się, chociaż  brakowało mi swojego rodzaju błysku. Oceniam ją na mocną piątkę. „(...) książki są ważne, ponieważ prowadzą swoich czytelników w miejsca, o których inaczej nawet by się im nie śniło - chodzi przy tym nie tylko o podróże w konkretne punkty na mapie, ale też o podróże duchowe i emocjonalne.” I właśnie o to chodzi w literaturze podróżniczej:-)


Moja ocena: polecam! - (5/6)


Hugh Thomson
Tequila Oil czyli jak się zgubić w Meksyku
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2012
s. 267

niedziela, 3 marca 2013

KOT WŚRÓD GOŁĘBI


W pawilonie sportowym ekskluzywnej szkoły dla dziewcząt zostaje zamordowana nauczycielka gimnastyki. Wkrótce potem w tym samym  miejscu ginie następna osoba. Ktoś najwyraźniej szuka czegoś w szafkach ze sprzętem sportowym. Sprawą zajmuje się wywiad wojskowy, podejrzewa się , że tym „czymś” czego szuka morderca, są klejnoty szejka pewnego islamskiego państwa, który zginął w katastrofie lotniczej w niewyjaśnionych okolicznościach. Klejnoty odnajduje uczennica Julia i zwraca się z pomocą do Herkulesa Poirota. Tymczasem pada następny trup, a księżniczka Shaista - niedoszła żona szejka -  zostaje porwana...

„Kot wśród gołębi” to  dobry kryminał. Agatha Christie, po raz kolejny wciąga czytelnika w fascynującą grę, gdzie nic nie jest oczywiste. Można typować mordercę... a finał i tak zaskoczy. Plusy. Oj dzieje się -  katastrofa lotnicza, ukryty skarb, morderstwa, porwanie arabskiej księżniczki i wszechobecni szpiedzy. Nie sposób się nudzić. Dlatego spodobał mi się sam pomysł połączenie morderstw i międzynarodowej afery związanej z klejnotami. Pierwsza zbrodnia zostaje popełniona dość późno, dopiero w połowie książki. Niecierpliwych więc początek może znudzić, jednak uważam, że przesunięcie morderstwa w czasie podgrzewa atmosferę. Herkules Poirot jak zwykle czaruje. Minusy. Moim zdaniem słabsza jest część dziejąca się w Meadowbank - zmęczyły mnie jego opisy, a dyrektorka szkoły panna Blustrode jest wręcz nudna. Zabrakło mi  też wyrazistych postaci, dla mnie, wszyscy bohaterowie są bezbarwni. Zaskoczyło mnie również, że po ostatnim morderstwie Herkules Poirot od razu przechodzi do rozwiązania zagadki.
„Kota wśród gołębi” warto przeczytać. Agatha Christie,  jak zawsze wciąga, fascynuje i zaskakuje. Polecam.

Moja ocena: polecam! - (5/6)


Agatha Christie
Kot wśród gołębi
Prószyński i S-ka
Warszawa 2002
s. 181

poniedziałek, 28 stycznia 2013

OGRÓD TAJEMNIC


 Piękna, stara toskańska willa, tajemniczy ogród, dwa zagadkowe morderstwa - jedno z XVI, drugie z XX wieku - oraz arystokratyczna rodzina o pełnej sekretów przeszłości spotykają się w tej intrygującej historii z powojennych Włoch. W roku 1958 Adam Strickland, młody naukowiec z Cambridge, przyjeżdża do Toskanii, aby zobaczyć szesnastowieczny ogród, zaprojektowany i zbudowany przez dalekiego przodka rodziny Doccich na cześć tragicznie zmarłej żony. Kręte alejki, sztuczne groty i meandrujące strumienie fascynują Stricklanda równie mocno jak historia rodziny, w której śmiertelne tragedie zdają się być na porządku dziennym.

„Ogród tajemnic” wybrałam ze względu na ciekawe streszczenie historii na okładce. O tej książce „Publishers Weekly” napisał - Fascynująca kryminalna zagadka w doskonałej literackiej oprawie. Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Moje odczucia są dalekie, od tego jak zareklamowano tę książkę. Owszem jest  ciekawy pomysł, ale podany w mdłej otoczce. Postaci są bezbarwne (jedynie Francesca Docci jest wyjątkiem od reguły), opisy Toskanii - na które liczyłam -  nijakie. Ta książka nie uwodzi, nie wciąga.  Jest to bardzo przeciętny kryminał i nic poza tym.

Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność -  1/2 punkcika za dobrą reklamę (2,5/6) 

Mark Mills
Ogród tajemnic
Przedsiębiorstwo Wydawnicze Rzeczpospolita SA
Warszawa 2008
s. 352