Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christian Grey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christian Grey. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 stycznia 2015

CIEMNIEJSZA STRONA GREYA - E L James


Na okładce czytamy: Młodziutką studentkę Anę Steele i charyzmatycznego miliardera Christiana Greya połączył niecodzienny układ, który z czasem przerodził się w coś znacznie głębszego. Jednak demony Greya zwyciężyły, Ana zerwała uzależniający związek i zajęła się karierą. Rozstanie okazuje się bolesne. Ogarnięci obsesyjną tęsknotą kochankowie nie potrafią bez siebie żyć. Kiedy więc Christian proponuje Anie zupełnie nowy układ, dziewczyna nie potrafi mu odmówić. Wkrótce zaczynają uczyć się siebie nawzajem. Christian walczy z wieczną potrzebą kontroli i stopniowo oswaja drzemiące w nim demony. Ana uczy się życia w luksusie i bronienia własnej niezależności. Kiedy wydaje się, że świat miłości, pasji i nieskończonych możliwości stoi przed nimi otworem, ciemne chmury gromadzą się nad luksusowym wieżowcem, w którym mieszkają… Drugi tom wyczekiwanego bestsellera wszech czasów.

Druga część  historii Christiana Greya i  Anastasii Steele  nie jest ani lepsza, ani gorsza od „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Kogo wciągnęła pierwsza książka, ten przeczyta i drugą.  Bo powieść tak samo jak pierwszy tom przyciąga uwagę, nie można się od niej oderwać, każdą wolną chwilę wykorzystuje się na jej czytanie.  Natomiast reszta pozostawia wiele do życzenia.  Bohaterowie tacy sami. Ana nadal głupiutka, z umysłem dojrzewającego dziewczęcia, Grey nadal kreowany na księcia z bajki i boga seksu. W tej części poznajemy jego tajemnicę.  Dla uważnego czytelnika nie będzie ona zaskoczeniem. Jest mało wyszukana.  Fabuła moim zdaniem dużo gorsza  - przewidywalna, bez polotu i finezji. Tylko czego ja oczekiwałam? Autorka, tak jak w pierwszej części, serwuje nam proste, żeby nie napisać siermiężne rozwiązania.  Pomysł wprowadzenia do sielankowego życia głównych bohaterów,  byłej uległej Christiana i nowego szefa Anastasii - żałosny. I tak przecież wiemy jak to wszystko się skończy. Autorka niestety nie ma talentu pisarskiego, a tym bardziej wyobraźni. Wszystkie pomysły już gdzieś były, a seks... po pewnym czasie masz już dość jęczącego, prawie na każdej stronie, Christiana i wijącej się z rozkoszy Any.  Język nadal skandaliczny, wewnętrzna bogini króluje. Okładki trzech części  utrzymane w jednej stylistyce – ta najbardziej mi się podoba. Na okładce można przeczytać takie hasło reklamowe „kilka deko lukru, szczypta pieprzu, kilka kropel perwersji i garść pikanterii” tylko, że ten opis odbiega od rzeczywistości. Owszem  są tony lukru i niewielka szczypta białego pieprzu. A reszta gdzieś się zgubiła. 
Po drugim tomie nie wiem czy mam ochotę na kolejną dawkę twórczości E L James.  Spodziewam się kolejnej  odgrzewanej historii. Autorka raczej już niczym nie zaskoczy. „Nowe oblicze Greya” leży jak na razie na półce...

O „Pięćdziesięciu twarzach Greya” piszę tu


Moja ocena: oceniam tylko wartość treściową czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

E.L. James
Ciemniejsza strona Greya
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2012
s. 626


sobota, 29 listopada 2014

PIĘĆDZIESIĄT TWARZY GREYA - E. L. James


Na okładce czytamy: Młoda, niewinna studentka literatury Anastasia Steele jedzie w zastępstwie koleżanki przeprowadzić wywiad dla gazety studenckiej z rekinem biznesu, przystojnym i zamożnym Christianem Greyem. Mężczyzna od pierwszych sekund spotkania fascynuje ją i onieśmiela. W powietrzu wisi coś elektryzującego, czego dziewczyna nie potrafi nazwać, a może tylko się jej wydaje? Z prawdziwą ulgą kończy rozmowę i postanawia zapomnieć o intrygującym przystojniaku.
Planu nie udaje jej się zrealizować, bo Christian Grey zjawia się nazajutrz w sklepie, w którym Anastasia dorywczo pracuje. Przypadek? I do tego proponuje kolejne spotkanie.
W tym miejscu kończy się „disneyowskie” love story, choć młodziutka, niedoświadczona dziewczyna nie wie jeszcze, że Christian opętany jest potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych, dość niezwykłych warunkach… Czy dziewczyna podpisze tajemniczą umowę, której warunki napawają ją strachem i fascynacją? Jaki sekret skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?

Pierwsza myśl jaka nasunęła mi się po przeczytaniu „Pięćdziesięciu twarzy Greya” to wiele hałasu o nic.  Ani nie jestem zszokowana, ani zniesmaczona – romans jak każdy inny tylko, że z większą ilością seksu i „czerwonym pokojem bólu”.  Zastanawiam się co ta książka w sobie ma, bo  bije rekordy popularności. Określiłabym to słowem magnetyzm, bo nie można się od niej oderwać - czyta się ją wszędzie - na przystanku i w wannie - w każdej wolnej chwili. Najnormalniej wbija w fotel. Tyle byłoby o plusach.  Historia banalna – dwoje ludzi z dwóch różnych światów, przyciągają się na zasadzie przeciwieństw – on milioner, ona studentka, on lubiący perwersyjny seks, ona niedoświadczona. Typowy harlequin tylko, że z pieprzem. Pomysł więc autorka miała żaden. Idziemy dalej bohaterowie – on – młody,  bajecznie bogaty, szarmancki, opiekuńczy, wykształcony –  książę z bajki. Ona – głupiutka, naiwna, dziecinna, nieznająca własnej wartości – bohaterka koszmar. Greya można jeszcze tolerować.  Anastasii niestety nie – irytuje na każdej stronie, wielbicielka Tomasza Hardy’ego, a  dojrzalsze od niej  jest dziecko w przedszkolu,  na dźwięk słowa seks a to się rumieni, a to na pomoc wzywa św. Barnabę, do krwi ma zgryzioną dolną wargę, bo to wabik na Greya, nie wspominając już o dialogach naprzemiennie z wewnętrzną boginią albo podświadomością.  Na pierwszej stronie książki miałam ochotę już ją zabić.  Na bohaterów też autorka nie miała pomysłu są sztampowi, identyczni jak w innych romansach. „Pięćdziesiąt twarzy Greya” to słaba powieść, najgorsze jest jednak to, że tłumaczenie jest żenujące.  Nie wiem czy śmiać się czy płakać.  Dialogi głównej bohaterki z  podświadomością i wewnętrzną boginią  tragiczne. Gdy przeczytałam, że wewnętrzna bogini jęczy a to podrzuca pomponikami  śmiałam się dobrych kilkanaście minut.   Jednak najzabawniejsze było to, że Ana w chwilach uniesienia wzywa  św. Barnabę. Skąd tego świętego wzięła tłumaczka nie mam pojęcia.  W tym wypadku wolałabym czytać „Pięćdziesiąt twarzy Greya” w oryginale. Gdybym ja decydowała, to w tej formie nigdy nie puściłabym książki do druku.  Pominę drobne literówki i średnią okładkę.
Nie wiem co ta książka w sobie ma i nie rozumiem jej fenomenu i mimo, że jest ona słaba już połykam drugą część. Pod względem treściowym jest na naprawdę niskim poziomie, jednak nie potrafię się od niej oderwać. To tak jak z jedzeniem czekolady, chociaż wiem, że mi szkodzi zawsze zjadam do ostatniej kostki:-)
Myślę, że można tę powieść przeczytać, żeby wyrobić sobie swoją opinię.

Moja ocena: oceniam tylko wartość treściową czytasz na własną odpowiedzialność (2/6)

E.L. James
Pięćdziesiąt twarzy Greya
Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2012
s. 606