Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez oceny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez oceny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 maja 2017

PRACOWNIA DOBRYCH MYŚLI - Magdalena Witkiewicz



Na okładce czytamy: Mała przytulna pracownia, w której oknach zawsze stoją kwiaty, to miejsce pełne czarów. Można tam przymierzyć szczęście, przynajmniej tak brzmi jej slogan reklamowy. To tutaj, na ulicy Przytulnej 26, Pelagia, krawcowa, prowadziła przed wieloma laty pracownię krawiecką. Po jej śmierci to właśnie tu jej wnuk, Florian, postanowił otworzyć kwiaciarnię. Miejsce to dzieli z matką, Grażyną, ekscentryczną artystką. Otaczają ich przypadkowi ludzie, którzy z czasem stają się przyjaciółmi. Wielu z nich układa swoje życie na nowo. Siła tkwiąca w rodzinie, babce, matce i wnuku jest bardzo duża. Każde z nich ma w sobie pierwiastek dobrych myśli, każde z nich ma piękną moc, by obdarowywać nimi innych.
Pomimo tego, że Pelagia dawno temu odeszła, w przytulnej pracowni nadal zszywane są ludzkie losy. Tworzą wspaniały patchwork, nową całość, z pozornie niepasujących do siebie kawałków, tkanych nicią dobrych myśli.


Moim zdaniem: Wstyd mi, że pani Magdalena Witkiewicz zdecydowała się wydać tak głupie czytadło. Tą książką obraża nas - Czytelniczki. To czytadło jest  nudne jak flaki z olejem, bo nie było na niego pomysłu. Dialogi idiotyczne, postacie beznadziejnie głupie. I jeszcze autorka w perfidny sposób używa kryptoreklamy. Jestem oburzona tym, że autorka potraktowała swoje Czytelniczki jak głupie gęsi, myśląc, że wszystko łykną.  To, że wydawnictwo Filia zdecydowało się wydać tak mierną pozycję świadczy tylko o braku szacunku do Czytelnika.
„Pracownię Dobrych Myśli” należy omijać szerokim łukiem. To strata czasu. 

Powieści Magdaleny Witkiewicz, o których pisałam na blogu:


Nie podejmuję się jej oceny, bo jest to najgorsza książka jaką do tej pory czytałam.

Magdalena Witkiewicz
Pracownia Dobrych Myśli
Wydawnictwo Filia
Poznań  2016 
s. 310


niedziela, 19 marca 2017

BAR NA STARYM OSIEDLU - Sabina Waszut



Na okładce czytamy: Ola Kies w ciągu jednego, pechowego tygodnia traci pracę i rozstaje się z partnerem. Te wydarzenia sprawiają, że postanawia przyjąć niespodziewany spadek po zmarłej, dawno niewidzianej babce. Ola przeprowadza się z Warszawy na Śląsk, do Chorzowa. Ma przed sobą trudne zadanie. Musi zaaklimatyzować się w miejscu, z którego uciekły wraz z matką ponad dwadzieścia lat temu, otworzyć na powrót osiedlowy bar babci, a co najważniejsze zmierzyć się z przeszłością. Nic nie jest proste. Mała społeczność starego śląskiego osiedla, podchodzi nieufnie do nowej właścicielki baru. Ola musi się wiele nauczyć, nie tylko o śląskiej kuchni i gustach swoich klientów. Musi na nowo poznać Śląsk, inny niż ten, z którego wyjechała.  W barze na Starym Osiedlu spotykają się różni ludzie. Ola poznaje ich problemy. Staje się częścią ich codzienności.  Powrót na Śląsk sprawia, że odżywają wspomnienia o ojcu, który przez wiele lat był nieobecny w życiu Oli. Kobieta postanawia go odszukać. Liczy, że uporządkowanie przeszłości pomoże jej poukładać przyszłość. Perypetie związane z prowadzeniem baru i poszukiwaniem ojca przeplatane są opowieściami o Śląsku. Kolorowym i różnorodnym, tym współczesnym i tym z dziecięcych lat Oli.

Moim zdaniem: Druga książka której niestety nie będę mogła ocenić. Drukarnia źle ją skleiła i brakuje  stron. Sabina Waszut to autorka, której książki mi się podobają - jednak nie ta. „Bar na Starym Osiedlu” to najsłabsza z powieści, które do tej pory przeczytałam. Historia typowa dla kobiecej literatury, nie zaskakuje. Historia pospolita jakich wiele. Gdy czyta się powieści tej autorki naprawdę czuć Śląsk. A tym razem niewiele Śląska jest tutaj. Jestem  trochę rozczarowana i może dobrze, że książka nie jest cała.

Moja ocena: bez oceny 



Sabina Waszut
Bar na Starym Osiedlu
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
Warszawa 2016
s. 304

czwartek, 25 września 2014

POD ZAWIANYM KACZOREM


Na okładce czytamy: Inspektor Richard Jury odwiedza w Stratfordzie dawnego kolegę i na jego prośbę szuka chłopca, który zniknął w tajemniczych okolicznościach. Tymczasem w mieście zostaje zamordowana uczestniczka amerykańskiej wycieczki. Wkrótce śmierć dosięga kolejną turystkę, a to oznacza, że Jury nieprędko wróci do Londynu.

To już czwarte spotkanie z inspektorem Jurym i jego pomocnikiem z wyższych sfer - Plantem. Tym razem policjant będzie prowadził śledztwo w mieście Szekspira - Stratfordzie. Do czytania zabrałam się z radością - kryminały  Marthy Grimes bardzo lubię. Ma ciekawe pomysły, nietuzinkowych bohaterów i umie zbudować atmosferę starej Anglii, chociaż jest Amerykanką. Zaczyna się niewinnie od zniknięcia chłopca, a potem trup ściele się gęsto. Umiejętnie budowane napięcie, zaskakujące zwroty akcji - po prostu dobry kryminał. Jest tylko jedno ale. Mordercę owszem poznałam. Motywy jego działania i przebieg zbrodni już nie. Książka miała na końcu powtórzone początkowe rozdziały. Rozczarowana jestem okrutnie:-)Pewno do niej wrócę, gdy znajdę w bibliotece egzemplarz poprawnie wydrukowany. Kryminału nie oceniam, natomiast  wydawnictwo W.A.B. ma u mnie ogromny minus. Zanim kupię wydaną przez nich książkę obejrzę ją dokładnie - bo nie chcę się złościć, a w kluczowym momencie zostać pozbawiona poznania zakończenia historii.  I na sam koniec jeszcze jedna uwaga - ciotki Agathy było w powieści zdecydowanie za za mało.

O wcześniejszej części piszę tutaj

Moja ocena: bez oceny
 
Martha Grimes
Pod Zawianym Kaczorem
Wydawnictwo W.A.B
Warszawa 2013 
s. 309

czwartek, 20 czerwca 2013

ROK W POZIOMCE



Na okładce czytamy: Ewa ma 32 lata, trudne doświadczenia za sobą i...głowę pełną marzeń. Pragnie spokojnego życia  w ukochanym białym domku na wsi, dziecka i oczywiście... miłości...
Ale, jak wszystko w życiu, marzenia mają swoją cenę: Ewa, chcąc zarobić na kupno wymarzonego domu pod lasem, rozpoczyna pracę w wydawnictwie przyjaciela ( w którym - tajemnica! - skrycie się podkochuje) i ma za zadanie wypromować prawdziwy bestseller... I tu zaczynają się przygody...

Dawno już żadna książka nie wzbudziła we mnie takich emocji. Czytałam ją z wypiekami na twarzy. Jestem oburzona. Cytując bohatera „Testosteronu” to jakaś masakra jest. Tak więc będą same minusy. Zero pomysłu - bohaterka podkochuje się w swoim przyjacielu, a gdy ten odrzuca jej uczucie, aby poprawić sobie nastrój, spędza noc z facetem poznanym w dyskotece.  Skutkiem jest ciąża. Jednak w końcu poznaje księcia z bajki i żyją długo i szczęśliwie. Dla mnie taka fabuła jest żałosna. Gdy zaczyna się pisać książkę trzeba mieć na nią pomysł i coś do powiedzenia. A tu powielenie schematu i to w najgorszym sposób. Bohaterki naiwne i głupie. Tak głupie, że aż ta głupota boli. Brak konsekwencji  raz ktoś jest przyjaciółką, by kilka zdań dalej być rywalką. Płytkie, żenujące, dziecinne, i przesłodzone dialogi. Zdrobnienia, zdrobnienia, zdrobnienia -  ta książka cała jest cukierkowa, że aż mdli. Szczytem jednak jest dla mnie pojawienie się w książce samej autorki - tej Michalak -  uznanej autorki bestsellerów i dobrej wróżki. Trzeba być bardzo zakochanym w tym co się pisze, albo zdawać sobie sprawę z tego, że to jest beznadziejne, żeby robić sobie taką autoreklamę. Dostaje się też krytykom literackim i osobom piszącym recenzje, bo są obiektywni. Tej książki nie da się czytać. To pseudoliteracki bełkot. Dla mnie to jest skandal, że takie rzeczy się wydaje! Uwagi techniczne. Kilka literówek i błędy gramatyczne, ale można to pominąć.
„Rok w Poziomce” należy omijać szerokim łukiem. Książka obraża czytelnika traktując go jak uwstecznioną, ograniczoną i dziecinną osobę.

Nie podejmuję się jej oceny, bo jest to najgorsza książka jaką do tej pory czytałam.

Katarzyna Michalak
Rok w Poziomce
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2010
s. 261