Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 października 2016

RZYMSKA PRZYGODA - Nicky Pellegrino



Na okładce czytamy: Serafina to młoda kobieta, która dorasta w malutkim mieszkanku na Zatybrzu. Dni upływają jej na opiece nad domem i siostrami, z którymi czasem śpiewa na pobliskim placu, by w ten sposób zarobić parę groszy na kino. Dziewczęta rozkochują się w bohaterach filmów wyświetlanych podczas popołudniowych seansów. Gdy wielki śpiewak przyjeżdża do Rzymu, Serafina ma okazję poznać jego świat od środka. Zrządzenie losu sprawia bowiem, że sława, przyjęcia i bogactwo znajdują się dla niej na wyciągnięcie ręki.  W jej życiu zmienia się prawie wszystko. Zakochuje się w dwóch mężczyznach o trudnych charakterach, przeżywa chwile uniesienia, ale i smutku. Musi też stawić czoła trudnym wyborom, od których zależy jej dalsze życie…

Moim zdaniem: To już druga książka Nicky Pellegrino, która wpadała w moje ręce. Powieść czyta się dobrze, chociaż nie wbija w fotel. Serafina  - główna bohaterka, która dla mnie jest mało wyrazista - opowiada swoje życie. Skupia się na  miłości do dwóch mężczyzn. To ona wpływa na jej życiowe decyzje i wybory.  Spodziewałam się powieści pogodnej, a jest to  powieść o stracie - nostalgiczna i smutna. Miałam wrażenie, że od połowy książki ten smutek bije z każdej strony. Dla mnie ciekawsze niż historia miłości były relacje w rodzinie Serafiny. Szkoda, że był to wątek poboczny. W tle klimatycznie  opisany Rzym lat 50. Powieść nie dla smutasów, jednak można ją przeczytać.

Moja ocena: można przeczytać gdy nie ma co czytać (3,5/6) 

Nicky Pellegrino
Rzymska przygoda
Prószyński i S-ka
Warszawa 2013
s. 359

sobota, 10 sierpnia 2013

ZA DUŻO SŁOŃCA TOSKANII. OPOWIEŚCI O CHIANTI


Na okładce czytamy: Ostatnie lata przyniosły prawdziwy potop książek o Toskanii – relacji z pierwszej ręki o Amerykanach, którzy usiłują zachować się we Włoszech po amerykańsku i odbijają się od kilkusetletniego muru tradycji. Aby zachować równowagę, powinniśmy wysłuchać wersji rodowitego Toskańczyka. Bo któż mógłby lepiej przedstawić ten obraz od Dario Castagno, urodzonego w Wielkiej Brytanii, lecz wychowanego w Toskanii przewodnika wycieczek, który przez ponad dziesięć lat oprowadzał Amerykanów po samym sercu toskańskiego regionu Chianti? W żwawym i szczerym pamiętniku Dario przygląda się Amerykanom, którzy jak burza przetoczyli się przez jego życie i ojczysty kraj. Niektórzy wystawili na próbę jego zdrowie psychiczne, inni zostali przyjaciółmi.
Dario, z ironią i wrażliwością, opisuje niektórych bardziej nietuzinkowych klientów – czarujących, próżnych, niemądrych, prostackich, ambitnych, zakochanych, protekcjonalnych, uroczych i wręcz zwariowanych. Dzieli się również z nami uwagami na temat własnego życia i czasów - swojej przemiany z ekscentrycznego obijaki w pełnego werwy przewodnika - oraz proponuje nam czarujący wgląd w całoroczne powaby Toskanii.


Półki w księgarniach uginają się od książek opowiadających o próbie ujarzmienia Włoch przez obcokrajowców. Jedna podobna do drugiej. Ta książka jest inna.  „Za dużo słońca Toskanii” to spojrzenie rodowitego Toskańczyka na Toskanię i odwiedzających ją turystów. Spojrzenie pełne anegdot i ciekawostek. Autor opisuje swoje przygody z turystami - głównie Amerykanami. Jedne wzbudziły śmiech, inne niedowierzanie. Jedno jest pewne mamy tutaj galerię barwnych osobowości. Niektórych takie wypunktowanie wad może zrazić jednak ja śmiałam się do łez. Autor patrzy na bohaterów swoich opowieści z przymrużeniem oka i dystansem. Takie poczucie humoru bardzo mi odpowiada. W książce  jest też trochę o historii, tradycjach i kulturze regionu. Na mnie jednak największe wrażenie zrobiły opisy  kolejnych miesięcy. Autor sugestywnie przedstawia obraz przyrody, zapachy i dźwięki. Kto nie był w Toskanii, może to sobie doskonale wyobrazić. Na uwagę zasługuje też stylowa okładka, która przyciąga uwagę i  przenosi czytelnika do Toskanii.
Kto choć na chwilę chce poczuć atmosferę Toskanii, przenieść się w niepowtarzalne otoczenie zabytków, winnic i gajów oliwnych powinien sięgnąć po tę książkę. Ja jak najbardziej polecam.

Moja ocena: polecam! - (5/6)
 
Dario Castagno
Za dużo słońca Toskanii. Opowieści o Chianti
Wydawnictwo Pascal
Bielsko-Biała 2010  
s. 270

niedziela, 28 kwietnia 2013

AMORE, AMORE! MIŁOŚĆ PO WŁOSKU


Na okładce czytamy: Valeria, pół Włoszka, pół Niemka, wraca po latach do Neapolu, by  na zlecenie niemieckiego pisma zbadać, cóż takiego kryje w sobie kraj miłość  i latin lovers. Co różni Włochów od innych mężczyzn? Jak należy z nimi postępować? Valeria wyrusza w ekscytującą podróż do świata amore all' italiana. Czy na własnej skórze przekona się, co znaczy miłość po włosku?

Minusy. Czytając zastanawiałam się o czym ta książka właściwie jest. Miał to być poradnik? Miała to być fascynująca  historia miłosna? Niestety, wyszło nie wiadomo co. I w dodatku bardzo słabe. Jeśli miał to być romans to pomysł nie tylko banalny, ale i powielony. Są przyjemniejsze i ciekawiej opowiedziane historie. Jeśli natomiast poradnik to oparty na stereotypach. Temat miłości potraktowany powierzchownie, a typowy Włoch to uwodziciel, skaczący z kwiatka na kwiatek, mający tabuny kochanek. Nic odkrywczego.   W książce panuje okropny chaos, co bardzo mi przeszkadzało. W natłoku informacji i wydarzeń gubią się bohaterowie. Uwagi techniczne.  Fatalne tłumaczenie.  Przy złotych myślach („A myśl o Luce to teraz diament wprawiony w moją prawą skroń, wciąż czuję  jego ostre krawędzie” czy „ jego orzechowe oczy lśnią cichym blaskiem”) ubawiłam się do łez.  Słabo też językowo. Pojawiło się sporo perełek. Co znaczy zdanie -  pewna dama  przy stoliku obok syka?  Drażniły mnie też włoskie wtrącenia. Domyślam się, że miały one jeszcze bardziej podkreślić włoski charakter książki, ale było ich zdecydowanie za dużo.  Plusy. Powieść, w niewielkim stopniu, ratują opisy włoskiej przyrody i neapolitańskiej kuchni. Odniesienia do włoskiej kultury i tradycji sprawiły, że dotrwałam do ostatniej strony.
Wniosek: piękna sceneria i miłosna historia niestety nie wystarczą, żeby napisać dobrą książkę.

Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność - (2/6) 

Maria Carmen Morese
Amore, amore! Miłość po włosku
Świat Książki
Warszawa 2011

s.272