„Nie ma dla mnie wystarczająco dużej filiżanki herbaty ani wystarczająco długiej książki” C.S. Lewis
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 marca 2019
WIELKA SAMOTNOŚĆ - Kristin Hannah
Na okładce czytamy: Ernt Allbright, były jeniec wojenny, wraca do domu po wojnie w Wietnamie całkowicie. Kiedy traci kolejną pracę, podejmuje impulsywną decyzję: przeniosą się całą rodziną na północ, na Alaskę, gdzie będą żyli bez prądu i wody – w ostatniej dzikiej części Ameryki. Dorastająca trzynastoletnia Leni, dziewczynka w trudnym wieku, uwikłana w burzliwy związek rodziców, ma nadzieję, że w nowej krainie czeka lepsza przyszłość dla rodziny. Jej matka, Cora, zrobi wszystko i pójdzie wszędzie dla mężczyzny, którego kocha, nawet jeśli oznacza to pójście w nieznane. Na początku Alaska wydaje się być odpowiedzią na ich modlitwy. W dzikim, odległym zakątku kraju odnajdują się wśród niezależnej społeczności Zmężczyzn i kobiet. Ale wraz z nadejściem zimy i ciemnościami obejmującymi Alaskę, kruchy stan psychiczny Ernta pogarsza się. Wkrótce niebezpieczeństwa na zewnątrz bledną w porównaniu z zagrożeniami wewnątrz. W ich małej chacie, pokrytej śniegiem, przez osiemnaście godzin nocy, Leni i jej matka poznają straszliwą prawdę: są sami. Na zewnątrz nie ma nikogo, kto by mógł ich uratować.
Moim zdaniem: Poruszająca. To powieść, od której nie sposób się oderwać. Cały czas się o niej myśli. A gdy czytasz ostatnią stronę żałujesz, że tak szybko się kończy.
Moja ocena: biegnij do biblioteki/księgarni:-) (6/6)
Kristin Hannah
Wielka samotność
Świat Książki
Warszawa 2018
s.507
niedziela, 9 czerwca 2013
BIAŁA WILCZYCA
Na okładce czytamy: Jest rok 1917. Ksenia, piętnastoletnia piękna „biała” Rosjanka, traci rodziców i ucieka z bolszewickiego Piotrogrodu do Paryża. Poznanie Maxa, czarującego niemieckiego fotografa, odmieni życie obojga na zawsze.
Książka ta nie wzbudziła we mnie żadnych emocji. Zmuszałam się do jej czytania. Z trudem przebrnęłam przez pierwszą część, która jest po prostu nudna. W trakcie czytania się trochę wciągnęłam. Nie znaczy to jednak, że mnie nie znużyła. Pomysł oklepany. Wiele jest książek o podobnej fabule, lepiej napisanych. Moim zdaniem książka nie oddaje atmosfery epoki, a tym bardziej miast w których akcja się toczy. Trudno jest pisać o czasach w których się nie żyło. Nielicznym się to udaje. Jednak w przypadku tej powieści nie ma o tym mowy. Nie podobało mi się tłumaczenie. Jest ono naszpikowane wyrazami obcymi, które nie pasują do takiego rodzaju literatury. Drażniło mnie to najbardziej. Oprócz tego zdarzają się też nieudolne spolszczenia i dziwna nowomowa. Od czasu do czasu pojawiają się też perełki. Na to jednak można przymknąć oko.
Powieść, którą postawisz obok „Przeminęło z wiatrem” tak reklamuje się tę książkę. Niestety „Biała wilczyca” w niczym nie dorównuje powieści Margaret Mitchell. Można ją przeczytać, ale fajerwerków przy jej lekturze nie będzie.
Moja ocena: można przeczytać, gdy nie ma co czytać (3/6)
Theresa Revay
Biała wilczyca
Świat Książki
Warszawa 2010
s. 476
niedziela, 28 kwietnia 2013
AMORE, AMORE! MIŁOŚĆ PO WŁOSKU
Na okładce czytamy: Valeria, pół Włoszka, pół Niemka, wraca po latach do Neapolu, by na zlecenie niemieckiego pisma zbadać, cóż takiego kryje w sobie kraj miłość i latin lovers. Co różni Włochów od innych mężczyzn? Jak należy z nimi postępować? Valeria wyrusza w ekscytującą podróż do świata amore all' italiana. Czy na własnej skórze przekona się, co znaczy miłość po włosku?
Minusy. Czytając zastanawiałam się o czym ta książka właściwie jest. Miał to być poradnik? Miała to być fascynująca historia miłosna? Niestety, wyszło nie wiadomo co. I w dodatku bardzo słabe. Jeśli miał to być romans to pomysł nie tylko banalny, ale i powielony. Są przyjemniejsze i ciekawiej opowiedziane historie. Jeśli natomiast poradnik to oparty na stereotypach. Temat miłości potraktowany powierzchownie, a typowy Włoch to uwodziciel, skaczący z kwiatka na kwiatek, mający tabuny kochanek. Nic odkrywczego. W książce panuje okropny chaos, co bardzo mi przeszkadzało. W natłoku informacji i wydarzeń gubią się bohaterowie. Uwagi techniczne. Fatalne tłumaczenie. Przy złotych myślach („A myśl o Luce to teraz diament wprawiony w moją prawą skroń, wciąż czuję jego ostre krawędzie” czy „ jego orzechowe oczy lśnią cichym blaskiem”) ubawiłam się do łez. Słabo też językowo. Pojawiło się sporo perełek. Co znaczy zdanie - pewna dama przy stoliku obok syka? Drażniły mnie też włoskie wtrącenia. Domyślam się, że miały one jeszcze bardziej podkreślić włoski charakter książki, ale było ich zdecydowanie za dużo. Plusy. Powieść, w niewielkim stopniu, ratują opisy włoskiej przyrody i neapolitańskiej kuchni. Odniesienia do włoskiej kultury i tradycji sprawiły, że dotrwałam do ostatniej strony.
Wniosek: piękna sceneria i miłosna historia niestety nie wystarczą, żeby napisać dobrą książkę.
Moja ocena: czytasz na własną odpowiedzialność - (2/6)
Maria Carmen Morese
Amore, amore! Miłość po włosku
Świat Książki
Warszawa 2011
s.272
niedziela, 3 lutego 2013
DYNASTIE, KTÓRE STWORZYŁY LUKSUS
Cartier, Chanel, Ferragamo, Gucci, Hermes, Rolls-Royce, Vuitton. Marki działające na wyobraźnię, kojarzące się z luksusem, prestiżem i pięknem. Znamy je, ale czy wiemy, co się za nimi kryje? Czy zdajemy sobie sprawę z drogi, jaką musieli przebyć twórcy tych wielkich dynastii i ceny, jaką zapłacili za oszałamiający sukces? Każda nazwa skrywa dzieje konkretnych rodzin, ich początków, nierzadko bardzo trudnych, ich determinacji, batalii, wzlotów i upadków. Niewielu skromnym jubilerom i krawcom, szewcom, rymarzom, kaletnikom i konstruktorom samochodów dane było w ciągu dekad stworzyć marki rozpoznawalne na całym świecie. W ich pasjonujących historiach przegląda się jak w zwierciadle wiek XIX, a zwłaszcza XX - stulecie wielkich tragedii, nieprawdopodobnych zmian we wszystkich dziedzinach życia, a także triumfu pozorów i kultu zewnętrznych oznak sukcesu - na skalę niespotykaną nigdy wcześniej...
Książka jest fantastyczna. Ciekawie przedstawiony rys historyczny i mnóstwo ciekawostek (wiem już kim jest kobieta przedstawiona w znaczku Rolls-Royce'a). Czyta się ja na jednym wdechu. Nie sposób się przy niej nudzić. Doskonałe tłumaczenie Joanny Józefowicz-Pacuły. Mnie najbardziej urzekła historia marki Ferragamo.
„Dynastie, które stworzyły luksus” to nie tylko lektura dla wielbicieli mody. Polecam ją wszystkim. Oby więcej takich książek na polskim rynku. Chapeau bas.
Moja ocena: biegnij do biblioteki:-) (6/6)
Yann Kerlau
Dynastie, które stworzyły luksus
Świat Książki
Warszawa 2012
s. 518
sobota, 26 stycznia 2013
LALECZKA
Amanda Travis jest młodą prawniczką, której luksusowe życie na Florydzie upływa na pracy i przelotnych romansach. Niemal udało jej się zapomnieć o pozostawionej w Kanadzie matce, nieżyjącym ojcu, byłym mężu Benie i uczuciu, które niegdyś pochłaniało ją bez reszty. Do czasu, gdy jeden telefon obudził dawne koszmary. Amanda dowiaduje się, że matka zastrzeliła w hotelu nieznajomego mężczyznę. Ponieważ nie chce wyjawić motywu zbrodni, Ben prosi Amandę o pomoc. Jaką straszną tajemnicę ukrywa przed nią matka i dlaczego gotowa była spędzić resztę życia w więzieniu niż ją ujawnić?
„Laleczka” to psychologiczno-sensacyjna powieść. Mamy tu morderstwo, tajemnicę rodzinną, demony przeszłości i miłość. Jednak na pierwszy plan wysuwają się trudne relacje matki i córki, które nie potrafią się dogadać. Amanda to nowoczesna kobieta, bez żadnych zahamowań. Zimna uczuciowo i przedmiotowo traktująca inne osoby. Ma wielki żal do matki o brak miłości i nie potrafi zapomnieć o przeszłości. Czy w obliczu tragedii, uda im się dojść do porozumienia?
Joy Fielding świetnie naszkicowała portret głównej bohaterki. Mnie - fance kryminałów - przypadło też do gustu odwrócenie sytuacji - nie szukamy mordercy, lecz próbujemy odgadnąć motyw. Zakończenie książki jest zaskakujące, jednak mnie trochę rozczarowało, bo jest mało realne.
„Laleczka” to chwilami mroczna, ale wciągająca historia. Pokazuje, że nasza pamięć może kryć wiele i nie zawsze łatwo uporać się z przeszłością. Ani przez moment się nie nudziłam. Warto przeczytać.
Moja ocena: warto przeczytać - (4/6)
Joy Fielding
Laleczka
Świat Książki
Warszawa 2009
s. 375
sobota, 19 stycznia 2013
W NIEBIE NA AGRAFCE
Zuzanna Kostecka ma 28 lat, pracuje w banku i sama wychowuje czteroletniego Łukasza. Z zamiłowania jest malarką, ojciec jednak skutecznie odradził jej Akademię Sztuk Pięknych, na którą chciała zdawać po maturze. Uznał, że córka musi mieć porządny zawód. Zuzanna jest w szoku, gdy przypadkiem odkrywa, że jej ukochany tata nie jest jej biologicznym ojcem. Domyśla się, że zdolności plastyczne odziedziczyła po tym prawdziwym - malarzu - który w stanie wojennym przepadł bez wieści. Postanawia go odnaleźć. Jedyny trop prowadzi do Włoch, gdzie Zuzanna trafia na szajkę fałszerzy obrazów. A przy okazji poznaje swoją wielką miłość...
O wyborze tej książki zadecydował tytuł, który bardzo mi się spodobał i recenzja Jakuba Winiarskiego - zamieszczona na okładce. Nie spodziewałam się jednak, że „W niebie na agrafce” może mnie, aż tak zaskoczyć. Początek fatalny - długo miałam wrażenie, że książka składa się z luźno powrzucanych fragmentów, które nic ze sobą nie łączy. Potem trochę się wciągnęłam i gdy myślałam, że jednak myliłam się w ocenie, koniec okazał się banalny. Drażniły mnie rozmowy głównej bohaterki ze zmarłymi, operowanie stereotypami - „jak na dobrego fryzjera przystało, był gejem”, wtrącenia typu podsłuchana rozmowa starszych państwa i dialogi „o niczym”. Stylowo też kiepsko. Musiałam sięgnąć po kartkę, aby niektóre perełki zapisać np. „Zuza skrzywiła się w milczeniu, ale w środku słyszała już tłum napierających myśli w ciężkich chodakach”. Nie wiedziałam śmiać się, czy płakać. Dla wielbicieli Włoch - w powieści jest ich jak na lekarstwo.
Uwagi techniczne:-) książkę bardzo źle mi się czytało, bo myśli bohaterki były napisane kursywą. Korekta trochę zaspała, bo zdarzyły się literówki. Na plus - okładka:-)
„W niebie na agrafce” nie jest ani wciągającą historią rodzinną, ani dojrzałym, wyśmienitym debiutem. Dla mnie to strata czasu. Dziwię się bardzo, że tak słabe książki się wydaje.
Moja ocena: nie warto nawet zaczynać (0/6)
Iwona Grodzka-Górnik
„W niebie na agrafce”
Świat Książki
Warszawa 2012
s. 447
Subskrybuj:
Posty (Atom)





